sobota, 10 stycznia 2015

Rocznicowy specjal: książki, które zmieniły mój pogląd na życie.

Chociaż ten blog nie ma jako tako systematycznych czytelników, z uśmiechem na twarzy obchodzę jego roczek. Bardzo lubię czytać, jeszcze bardziej recenzować wybrane książki. Cieszę się, że zdecydowałam się na założenie tego bloga, ponieważ dbanie o niego przyniosło mi sporo radochy. Pod małym podsumowaniem chciałabym przedstawić pozycje moich ulubionych książek, które w jakiś sposób wpłynęły na mój światopogląd. Polecam każdą z nich z ciepłym sercem, na samo wspomnienie. 

Podsumowanie:
• Na blogu zrecenzowałam 23 książek w ciągu minionego roku.
• Licznik odwiedzin na ten moment wynosi 671 wejść.
• Zauważyłam, iż najchętniej poszukiwanym gatunkiem jest fantasy.
• Recenzja "Intruz" najbardziej przypadła do gustu.

    Musiałam starannie się do tego przygotować, ponieważ przeczytałam w życiu już masę książek. Jedne były bardziej ciekawe, inne mniej. Za każdym razem docierałam do samego końca lub poddawałam się dopiero w połowie. Uważam, że każdej książce należy dać szansę i nie powinno się jej oceniać po okładce. To zupełnie jak z ludźmi: "książki powinny trafić tam, gdzie najbardziej je docenią, nie tkwić nieczytane, zakurzone na zapomnianych półkach". Idąc za tym cytatem, który pochodzi z trzeciej części Dziedzictwa, muszę rzecz jasna wspomnieć o Eragonie - mojej wielkiej miłości fantasy. Stała się dla mnie doskonałym zamiennikiem Władcy Pierścieni, którego do tej pory nie przeczytałam i za każdym razem żałuję, iż poświęcono temu cyklowi tak mało uwagi, ponieważ zasługuje na więcej. Więź łącząca Jeźdźca ze smokiem jest unikalna i niezwykle piękna, która potrafi nauczyć prawdziwej przyjaźni. Pełne życia opisy oraz wiele mądrości wypływających z tej książki (choć napisał ją bardzo młody człowiek!) są niezwykle ciekawe. Cieszę się, że sięgnęłam akurat po ten tytuł, bo z całą pewnością jest warto. Od tej książki wdrążyłam się w fascynujący świat fantasy, którego już nigdy nie opuszczę.
     Moja dobra znajoma poleciła mi kiedyś pewną serię, choć jej początkowe opisy nie bardzo przypadły mi do gustu. Mimo to, postanowiłam kupić sobie pierwszą część (a może od kogoś dostałam? kto by pamiętał). Mowa tutaj o niedawno streszczanym Gone, czyli Zniknęli. Te książki potrafią wprost zmrozić krew w żyłach. Są fascynująco obrzydliwe, ale nie da się od nich odejść. Przy czym, żadna książka nie wzbudziła we mnie tak dziwacznych odczuć. Zakończenie mnie zgniotło niczym mrówkę. Długo jeszcze siadałam z zamkniętą książką w dłoniach i bezmyślnie patrzyłam w podłogę, wracając do siebie. Sprawili to nie bohaterzy, lecz całokształt fabuły, którą chłonęłam przez ostatnie dwa miesiące bez przerwy. Podobnie było z Harrym Potterem. Może to mało oryginalne, wspominać o nim w takim poście, ale nie mogłam się powstrzymać. Nie czytałam jej jako dziecko, lecz na przełomie roku 2013/14. Magiczny świat, jaki stworzyła w swej powieści Rowling była porażająca. Moje kubki smakowe wyczulone na fantasy, były zachwycone. Magia, akcja, przygoda, cudowni bohaterowie oraz ta straszna nuta dramatyzmu, kiedy twoi ulubieńcy umierają. Ktoś mi powiedział "filmy są niezłe". Wyśmiałam go, bo nigdy nie czytał książki. Podobnie jak w przypadku Eragona,  filmy o Harrym to pestka w porównaniu do książki.
     Na zakończenie pozostawiłam jeszcze wie książki. Obie nawiązują do tego, co naprawdę kocham: Wschodu. Pierwsza, Tancerze Burzy była dla mnie niezwykle miłym zaskoczeniem. Przeczytałam ją w trzy wieczory z zapartym tchem. Spodziewałam się czegoś innego, bardziej... albo raczej mniej pomysłowego. Zachwyciły mnie barwy tej książki: pochłonęły mnie ciężkie opary lotosu i wojna, która się między nimi rozpoczęła. Niezwykła natura youkai'ów oraz niezwykłych stworzeń z zepsutym, ludzkim instynktem. 
Druga to Cesarzowa Orchidea, która bardziej zainteresuje starszych czytelników (skupia się bowiem na historii. Nie byle jakiej, bo chińskiej). Podobnie jak w przypadku Tancerzy Burzy zostałam wciągnięta w liczne spiski, które zawiązywały się za plecami Cesarza. Nie były to suche fakty. Długo z resztą nie wiedziałam, iż Cesarzowa Cixi naprawdę istniała! Nie potrafię wytłumaczyć co tak bardzo zachwyciło mnie w tej książce. Wiem tylko, że jest przepiękna. Czasami za dużo w niej polityki, ale to jest właśnie język jednej z moich ulubionych pisarek - Anchee Min. 

Jeżeli ktokolwiek zna, którąś z wymienionych powyżej pozycji i ma takie samo zdanie, będę niezmiernie zadowolona. Kocham je wszystkie (i wiele innych), więc mam nadzieję, iż kolejny rok będzie tak samo lub bardziej owocny! Serdecznie zapraszam do obserwowania, komentowania, dzielenia się ze mną swoim zdaniem. - Yori

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz