niedziela, 4 grudnia 2016

Życie Pi

Samotność przeraża wielu z nas. Ta druga połowa uważa ją za spełnienie marzeń. Wątpię jednak, by chcieli się znaleźć zupełnie sami gdzieś pośrodku Pacyfiku. Chociaż, ten bohater wcale nie był sam. W szalupie pośrodku oceanu towarzyszył mu przecież... tygrys bengalski.


Ktoś nie słyszał o filmie Życie Pi? Był całkiem popularny kilka lat temu, głównie dzięki pięknym efektom specjalnym. Oglądałam to dzieło. Tak bardzo mi się spodobało, że tytuł na długo pozostał mi w głowie - bo, jak widać, do teraz. Nie wiem, czy wiedziałam i zapomniałam, czy nie zdawałam sobie sprawy, że jest to film na podstawie powieści. W każdym razie, zobaczenie okładki z Pi i Richardem Parkerem było dla mnie miłym zaskoczeniem. Jestem zdania, iż książki są zawsze lepsze od filmów, więc musiałam ją przeczytać.
   Przybliżając nieco fabułę osobom, które jednak spotykają się z Pi po raz pierwszy - tytułowy bohater jest Hindusem, mieszkającym sobie spokojnie w Indiach, w kraju, który kocha. Wychowuje się w szczęśliwej rodzinie z matką, ojcem oraz starszym bratem i w otoczeniu najróżniejszych zwierząt. Jak najbardziej - zwierząt. Słoni, żyraf, nosorożców, orangutanów i innych cudów natury, bowiem jego ojciec prowadzi zoo. Nie tylko to zaskakuje. Pi jest nadzwyczaj spostrzegawczym, mądrym chłopcem. Poza tym, niezwykle wierzącym, a najlepszym tego przykładem jest jego zaangażowanie aż w trzy religie. Rzecz jasna, nikt oprócz niego tego nie toleruje. Co niby łączy hinduizm, chrześcijaństwo i islam? 
   Pewnego razu ojciec rodziny stwierdza, że jednak lepiej będzie im się żyło w Kanadzie. Wyobraźcie sobie zaskoczenie chłopców. Przecież to jest tak daleko od Indii, przecież tam jest całkiem inne życie, kultura, język... Nie ma zmiłuj. Decyzja podjęta, wkrótce też zaakceptowana przez rodzinę na dobre. Zaczyna się podróż. Formalności dotyczące zwierząt załatwione, część zapakowana wraz z nimi na japoński potężny frachtowiec. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie pewna awaria, która w istocie doprowadza do zatonięcia statku. Właśnie w ten sposób Pi zostaje całkiem sam na Oceanie Spokojnym, za jedyne towarzystwo mając zebrę, hienę centkowaną, orangutanicę, szczura i tygrysa bengalskiego.
  Nie chcąc zdradzać reszty fabuły powiem tak: książka jest niezwykła. Niekoniecznie ze względu na szczegółowe opisy i samą postać Pi Patela. Rzekomo opowieść, którą postanowił spisać autor jest prawdziwa, a pan Patel naprawdę istnieje. Żyje sobie w Kanadzie, z żoną i dziećmi, nadal wyznając trzy religie i wspominając tygrysa, który przeżył z nim dwieście siedemdziesiąt dni na Pacyfiku. Trudno w to uwierzyć, prawda? Jego przetrwanie zależało wyłącznie od niego. Ta wola walki była tak niezwykła, podobnie jak tresura tygrysa bengalskiego - młodego samca potężnego kota, jednego z najlepszych drapieżników na ziemi. Wiele rozwiązań jakimi posługiwał się bohater była zaskakująca. Zastanawiam się, czy sama bym na to wpadła? Czy poddałabym się od razu po tym, jak zrozumiałabym, że zostałam całkiem sama...?
  Książka daje do myślenia. W pewnym stopniu też przeraża. Pokazuje jak nieprzyjazna jest natura względem człowieka, gdy ten stanie się całkiem bezbronny. Nie tylko w postaci rozszalałego oceanu, ale również zwierząt, choćby rekinów, czy wygłodniałych hien. Skrajne warunki zaprzeczają rozsądkowi, bo chcesz się ratować za wszelką cenę. Nie ważne, że jesteś małpą. Staniesz w swojej obronie i zbijesz hienę po głowie, bo zbytnio rzuca się po szalupie. Nie ważne, że jesteś surykatką. Możesz spać na drzewie, żeby w nocy nie stała ci się żadna krzywda.
  Bardzo miło wspominam tę lekturę, przede wszystkim dzięki Pi Patelowi i Richardowi Parkerowi. Byli razem niesamowici, pewnie dlatego koniec tak mnie zabolał. Trafiłam na ładniutką okładkę w pomarańczowej barwie, najwyraźniej już po produkcji filmowej. Twarda oprawa, spora czcionka. Szybko się czyta. Szybko i przyjemnie. Dlatego polecam tę książkę każdemu. Co tu dużo mówić? Na mnie zrobiła wrażenie. Na was też może zrobić, jeśli dacie jej szansę.


Tytuł oryginału : Life of Pi
Autor :Yann Martel
Wydawnictwo : Albatros
Przekład : Magdalena Słysz
Ilość stron : 400

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz