To już moja trzecia przygoda z Grimem. Po drugiej części, która wydawała mi się znacznie lepsza od pierwszej, żywiłam ogromne nadzieje z "Płomieniem nocy", jako by seria o Gargulcu była z tych, które im dłużej trwają, tym bardziej się rozkręcając. Niestety, Gesa Schwartz wyłącznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że co za dużo - to nie zdrowo.
Nawet za bardzo nie wiem od czego zacząć, więc zrobię to w najprostszy sposób: od fabuły. Podobnie jak w dwóch poprzednich częściach, akcja zaczyna się natychmiast po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Spotykamy tych samych bohaterów, chociaż w świeżych opisach. Tym razem, głównym wątkiem jest tajemnicza mgła, która panoszy się po Paryżu i usypia ludzi, którzy następnie znikają. Potem wątek ciągnie się, dopóki dopóty nasi bohaterowie nie pokonają głównego złego, który za tym stoi. Oczywiście książkę poznajemy z dwóch stron. Jedną jest Grim, pesymistyczny, choć potężny gargulec, który nosi w sobie Płomień i fascynuje się Ciemnością. Druga natomiast, to młodziutka Mia, jego miłość. Osobiście bardziej spodobały mi się wątki poświęcone utalentowanej dziewczynie, być może to przez moje zafascynowanie wampirami (które wcale nie zrodziło się ze "Zmierzchu"). Oboje będą poddawani wielu próbom (chyba... zbyt wielu) i będą pokonywali najróżniejsze przeszkody (jednej dobrze nie skończą, pojawi się następna), po to, aby uratować świat przed szalejącymi demonami.
Ten wstęp mógłby wszystko wyjaśnić, całe moje podejście do książki. Mimo to, wcale nie jestem tak bardzo zniechęcona tą serią, jak mogłoby się wydawać. Lubię fantasy w czystej postaci i tylko dlatego ta powieść mi się podoba. Nawet bardzo. Przede wszystkim podoba mi się sposób, w jaki autorka wprowadza nas do wykreowanego przez siebie świata. Pierwsza część skupiła się na Gargulcach. Wiadomo, skoro główny bohater nim jest, to przedstawmy porządnie jego gatunek. Druga skupia się na wróżkach i jednym nauczycielu Mii - Theryonie, druga zaś na drugim - Lyskianie, Księciu Wampirów - ale także opowiada o demonach i ich łowcach. Czyli każda z tych książek odsłania nam jakąś część świata, którego zwykli śmiertelnicy nie dostrzegają przez rzucony na nich czar zapomnienia. Ogromnym plusem (generalnie rzadko zdarza mi się trafić na powieść, gdzie ich nie ma) są fantastyczni bohaterowie. Jest ich tak wielu i mają różne charaktery, że każdy znalazłby swojego ulubieńca, bo nie mówimy tu wyłącznie o wampirach, wilkołakach, wróżkach. Świat pani Schwartz jest znacznie bardziej rozbudowany, właściwie odnajdziemy w "Grimie" niemal wszystkie mitologiczne, baśniowe stworzenia.
Zdecydowanie lubię opisy w tej książce. Są szczegółowe, zawsze przedstawiają istotę rzeczy. Są również realistyczne, nie kryją brzydoty, maskując ją na siłę wyciąganiem zalet. Z drugiej jednak strony, czasami jest ich zbyt wiele i autorka zawala nas nimi, wręcz zanudzając. Wypisuje po kilka stron o odczuciach Grima, chociaż dwa rozdział temu dopiero to było. Bohater utknął między ciemnością, jaką w sobie nosi i chęcią pozbyciem się jej. To zrozumiałe, że nie jest mu łatwo. Zważywszy, że jest Hybrydem, Gargulcem z ludzkim sercem. Ale ile można o tym wspominać? Czytelnik doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Chociaż największym minusem jest właściwie rozległość tego opasłego tomiska. Żeby nie zrozumieć mnie źle - nie mam nic przeciwko czytaniu rzeczy długich, wręcz przeciwnie. Lubię jak książka ma początek i koniec, zatem ilość stron się nie liczy (zaleta jest wyłącznie taka, iż krótsze książki wygodniej się trzyma). Mimo wszystko, fabuła toczy się ciągle w kółko. To, co Gesa Schwartz rozpisała na 700 stron, można by śmiało zmieścić w 500. Z początku jest to całkiem fajne, gdy bohaterowie mają wiele do roboty i ciągle się coś dzieje. Jednakże, z czasem zaczyna to wręcz męczyć. Autorka nie dała nam, ani bohaterom choć cienia szans na odpoczynek. Jedno zagrożenie zażegnane? Super, wcisnę następne! To ukazuje, jak pomysłowa, oryginalna oraz pełna entuzjazmu jest pani Schwartz. Niestety, to tyle, ile ma do ukazania. Pod koniec książki cieszyłam się, że wreszcie mam ją za sobą. Chyba powinno być inaczej...
Tytuł oryginału : Grim - Die Flame der Nacht
Autorka : Gesa Schwartz
Wydawnictwo : Jaguar
Przekład : Ryszard Turczyn
Ilość stron : 717
Recenzje poprzednich tomów również znajdziesz na moim blogu:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz