Autorem jest Orson Scott Card, a w listopadzie na podstawie książki wyszedł film. Już sama reklama bardzo mnie zainteresowała, jednak nie udało mi się pójść, bo portfel pusty. Dopiero teraz, po świętach, kiedy dostało się trochę kasy, kupiłam sobie książkę. Zawsze fantastyka nauka byłą mi obojętna, czytałam tylko, jeżeli coś mi wpadnie w ręce. Najczęściej były to powieści Dean'a R. Koontz'a, który raczej słynie z horrorów. Dlatego kupując książkę nie byłam zbytnio zachwycona. Zmieniłam jednak zdanie już po pierwszych trzech rozdziałach.
Fabuła jest rozbudowana. Nie tylko pod względem "coś się dzieje, nie stoi w miejscu". Jako głównego bohatera dostajemy kilkuletniego chłopaka o przezwisku Ender. Mieszka on z rodzicami oraz starszym rodzeństwem. Valentine to starsza od niego dziewczyna o prawdziwym talencie do pisania, są ze sobą bardzo zżyci. Natomiast ich starszy brat Peter to diabeł w ciele człowieka, który nie boi się pokazywać, że ma nad nimi władzę przemocą oraz groźbami. Nie może wybaczyć Enderowi, że u niego dłużej trzymano czujnik, chociaż jest Trzecim (trzecim dzieckiem, chociaż dozwolone jest mieć tylko dwójkę). Dzięki czujnikowi był obserwowany przez wojsko, czy nadaje się na żołnierza, czy nie. Czujnik ściągają w pierwszym rozdziale, a już w trzecim chcą, aby pojechał wraz z nimi do Szkoły Bojowej, gdzie wyszkolą go na żołnierza. Wszyscy są tym bardzo zaskoczeni, łącznie z rodzicami Endera.
Szkoła Bojowa jest w kosmosie, gdzie nasz główny bohater mieszka przez następne lata. Już podczas podróży pokazuje, że ma instynkt, którego brakuje większości chłopcom. Potrafi poruszać się przy braku grawitacji, wie gdzie jest góra, gdzie dół, a jego logiczny tok myślenia gorszy kolegów. Jest wychwalany przez nauczycieli; chcą z niego zrobić dobrego żołnierza. Jednak to nie do końca jest prawda, bo zamiast żołnierzem, Ender zostaje dowódcą. Jasnym celem generała jest, by został kimś więcej - nadzieją na ocalenie świata.
Przez pierwszą część książki czytamy o wewnętrznych zmaganiach chłopaka, który sam sobie musiał zapracować na szacunek innych. To nie jest jedyny wątek, ponieważ przenosząc się z powrotem na Ziemię, patrzymy jak Valentine wraz z Peterem walczą z polityką chcąc otworzyć ludziom oczy. Świat dąży do wojny. Jednak z kim ta wojna zostanie rozegrana, kiedy na ziemi zagraża Rosja, chociaż ludzie przekonani i uczeni są, że ich jedynym wrogiem są obcy?
Nie jest to łatwa lektura, ani też książka dla dzieci. Czytając najlepiej jest sobie spokojnie usiąść i wczytać w otaczający Endera świat, abyśmy sami mogli sobie to wszystko wyobrazić. Jeżeli już na początku załapiemy o co chodzi, dalej powinno pójść już łatwiej. Spodobało mi się bardzo, iż postacie nie są stereotypowe. Główny bohater jest silny, ale ma słabości. Młodsza siostra nie jest uroczą dziewczynką, tylko trzeźwo myślącą dziewczyną. Peter natomiast oprócz maniakalnych zachowań, kiedy z przyjemnością zabija wiewiórki, ukazuje swój intelektualizm. Podobnie jest z generałem Graff'em. Na pozór mężczyzna twardy i nieustępliwy, chociaż tak na prawdę jest zmęczony swoimi moralnymi sprzeciwami.
Świat przedstawiony to przyszłość z zaawansowanym sprzętem elektronicznym. Powszechne są komputery, a raczej same pulpity na których można robić praktycznie wszystko, a sieć jest czymś normalnym, jakby drugą rzeczywistością. Ludzie mogą dyskutować o polityce; mogą włączać się do rozmów, bądź tylko słuchać. Peterowi, dzięki internetowi udało się zaobserwować zmiany zachodzące z gospodarce Rosji, a Enderowi złamać zabezpieczenia w Szkole Bojowej, dzięki którym wysyłał wiadomości do innych jak chciał.
Pomimo braku opisów na całą stronę, jesteśmy w stanie bez problemu wyobrazić sobie otoczenie głównego bohatera, jak wygląda statek, jak wyglądają rozgrywki między grupami, czy nawet Grę Olbrzyma - psychologiczną grę w którą grają Starterzy (początkujący chłopacy) i jej wirtualny świat.
Grę Endera przetłumaczył Piotr Cholewa, a nasz polski przekład wydało Prószyński i S-ka. Kupiłam książkę z nową okładką, chyba z plakatu filmu. Nie wiem ja wyglądała wcześniej. Ta jest śliska z zagiętymi końca do wewnątrz. Z tyłu mamy krótki opis oraz dwa inne zdania wraz z obsadą, która grała w filmie. Po wewnętrznej stronie mamy zdjęcie i króciutki opis o autorze książki. Ładnie to wszystko wygląda, bo litery nie są wielkie jak konie, a papier nie rwie się o mocniejszego pociągnięcia.
Gdybym miała opisywać tę książką BARDZO dokładnie, zajęło by mi to bardzo dużo czasu, ponieważ każdy rozdział ma w sobie coś dobrego, co warto uwzględnić. To było by bardzo trudne zadanie, a już nie jest proste. Dlatego chcę Wam z czystym sercem polecić Grę Endera, jako jedną z niewielu książek, które przez całą akcję trzymają poziom. Klimat jest napięty, wręcz nieco mroczny/groźny co daje nam dość rzeczywisty obraz tego, jak bardzo Ender jest zagubiony, samotny chociaż sobie z tym radzi. Rywalizacja jest praktycznie wszędzie, bohater nie tylko walczy z własnymi uczuciami, ale także z uczuciem pustki po przyjaciołach, po których spodziewał się dużo więcej. Walki w pomieszczeniach bez grawitacji z promieniami zamrażającymi z innymi grupami, tabela wyników, wkrótce także własna grupa Starterów - to wszystko nie zostaje rzucone prosto na stół, abyśmy wszystkiego sami się domyślili, lecz zostajemy w to wprowadzeni.
Na odwrocie książki mamy wypowiedź Gene Wolfe'a Przygody Endera będą zdobywać nowych czytelników, kiedy dziewięćdziesiąt dziewięć procent książek pójdzie w zapomnienie i ja się z tym zgadzam. Przeczytałam ją z zapartym tchem, pewnie zacznę kupować kolejne części. Jeżeli dokładnie Cię ciekawi, czemu uważam to za dobrą książkę, sam się przekonaj. Najlepiej jest samemu ocenić, prawda? Ja jednak polecam, całym sercem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz