Na pewno jest wiele osób, które zastanawiają się, jak by wyglądał świat, gdybyśmy mogli podróżować w czasie. Moim zdaniem nieciekawie. Wszyscy robili by co chcieli... zwłaszcza, jeśli taką szansę dostałby... załóżmy jakiś szaleniec. Nieźle by namieszał. Właśnie dlatego podróżowanie w czasie powinno mieć jasne zasady i określone prawa. No cóż, w przypadku szesnastoletniej Gwendolyn nie jest to takie proste. Okazuje się bowiem, że nie ma wcale na to wpływu. Po swojej skomplikowanej linii rodzinnej odziedzicza gen podróży w czasie. Co dziwniejsze cała rodzina uważa, iż gen ten miał przypaść jej zarozumiałej kuzynce Charlottcie. W wyniku tego błędu (zatajonej daty urodzin głównej bohaterki), Gwen nie tylko nie wie jak się zachować w sytuacji, kiedy ląduje na ulicy w zupełnie innych czasach, ale też nie do końca zdaje sobie sprawę CO SIĘ STAŁO. Chociaż tego się domyśla...
Czerwień rubinu, to na prawdę nic nowego. Dostajemy tutaj młodą parkę, jakiś romans i tragiczną ucieczkę jej poprzedniczki Lucy z chłopakiem oraz dziwaczną rodzinę, która to wszystko owiewa tajemnicą. Nawet zwariowana koleżanka z klasy nie jest czymś oryginalnym. Nie. Tutaj raczej chodzi o ten gen. Kerstin Gier - autorka książki, wykazała się niesamowitą dokładnością w opisywaniu przeszłego czasu oraz bardzo napiętej, a jednocześnie dobrej atmosfery, jaka zapanowała w rodzinie Gwen. Ta dziewczyna w porównaniu do gapowatej Belli ze Zmierzchu, czy niesamowitej piękności, Eleny z Pamiętników wampirów, albo innych ładnych dziewcząt z Upadłych/Szeptem, jest zupełnie zwyczajna, co czyni ją nieco bardziej podobną do nas. Jest to zwykła uczennica w ubrudzonym mundurku (komu chociaż raz nie kapnęło jedzenie na ubranie?), w potarganych włosach i co ważniejsze, mózgu "wypranym" przez filmy i gwiazdy filmowe?
Z drugiej strony, tak dla kontrastu dodajemy Gideona de Villes, chłopaka z porządnej, bogatej, a co za tym idzie - aroganckiej rodziny. Nie znoszą się, a jednak coś ich ku sobie ciągnie. Nie muszę chyba opisywać, że na końcu będą razem, bo to oczywiste. On sam jest przystojny, dobrze wychowany (w porównaniu do bohaterki, wiedział o swoim genie, był do tego uczony pod odpowiednim kątem - fechtunek, języki, gra na instrumentach, historia), przez co uważa ją za mało inteligentną nowicjuszkę. Zazwyczaj w powieściach młodzieżowych, chłopak wydaje się być lepszy od dziewczyny, prawda?
Jeśli miałabym to streścić, to jasno. Rozmawiałam na ten temat z koleżanką i obydwie doszłyśmy do wniosku, że powieść nas rozczarowała. Zabrałam się do niej z chęcią, nadzieją. Pierwsze rozdziały rzeczywiście zapowiadały się fajnie. W połowie akcja jakoś się pogmatwała. Wszyscy próbują wytłumaczyć Gwen o co chodzi, przy czym wszystko jej się miesza. Z resztą, nie tylko jej. Jako czytelnik miałam takie samo odczucie, zrozumiałam z tego jeszcze mniej, niż ona sama. Na szczęście z pomocą przychodzi nam tutaj jej szkolna przyjaciółka, która okazuje się być prawdziwym nastoletnim detektywem.
Tak więc, przeczytać nie zaszkodzi. Książkę czyta się szybko, jest całkiem miła dla oka. Mogą nas zainteresować sprawy dotyczące czasu, Strażników (i ich zasad), lecz co ważniejsze książka jest napakowana tajemnicami, których rozwiązania z pewnością nie dostajemy w pierwszej części. Postacie może nie są jakieś wyszukane, jednak idealne do tego rodzaju historii. Dobre połączenie. Fabuła mogłaby rozwijać się szybciej, ale mogło by to jeszcze bardziej namieszać. Dlatego uważam, że książka jest dobra, lecz... bez przesady. Może to być zasługa innych opowieści, których się już naczytałam i po prostu wszystkie zmywają mi się w jedno. Także, jeśli masz ochotę, to śmiało. Jeśli nie, chyba nie będziesz miał tego na sumieniu do końca swoich dni.
czwartek, 30 stycznia 2014
poniedziałek, 20 stycznia 2014
saga "Jutro".
Autorem tej niesamowitej książki jest John Marsden. Na serię Jutro składa się siedem książek, mam je wszystkie i każdą czytałam z zapartym tchem. Ale co w niej takiego fantastycznego?
Główną bohaterką jest Ellie - książka jest przedstawiona w ten sposób, że jest to niby jej dziennik. Ona wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Corrie chcą się trochę rozerwać i pojechać w pobliskie pasmo górskie o nazwie Szew Krawca. Postanawiają zabrać ze sobą Homera, najlepszego przyjaciela Ellie, który ma w sobie Grecką krew, a przede wszystkim lubi się wygłupiać; chłopaka Corrie Kevina, religijną, lecz świetną koleżankę, Fionę, czyli Fi - delikatną dziewczynę z miasta i Lee - Wietnamczyka, który prowadzi wraz z rodzicami orientalną restaurację. W tym samym czasie ma się odbyć festyn w mieście, rezygnują z niego. Całą siódemką wyruszają w góry, w najbardziej niedostępne dla ludzi miejsce - Piekło. Jest to przepiękna polana, której nie widać z góry. Spędzają tam fantastyczny tydzień, aby wrócić... do prawdziwego piekła.
Wszyscy zniknęli. Grupka nastolatków zastała tylko zepsute jedzenie, martwe psy oraz zero wiadomości od rodziców, gdzie mogli się udać. Po pierwszym szoku, postanawiają działać - szybko dowiadują się, że na ich kraj, Australię, najechało wrogie wojsko pustosząc wszystko po drodze. Ludzie zostali zebrani na terenie wystawowym festynu, a oni są jednymi z niewielu ocalałych - tak właśnie wygląda pierwsza część, kiedy powoli dochodzą do siebie, kiedy próbują znaleźć sobie miejsce, kiedy uciekają przed wojskami, by wreszcie znaleźć w sobie złość i nową determinację. Najpierw wysadzają most, jednak to dopiero w kolejnych częściach biorą się za znacznie bardziej niebezpieczne oraz wyniszczające "zbrodnie" jak port, czy nawet potężne stacje benzynowe. Zostają znaną, niebezpieczną oraz najbardziej poszukiwaną przez Obcych grupą dywersyjną.
Nawet jeśli fabuła jest genialna, to nie wszystko. Mamy tutaj do czynienia ze wspaniałym językiem, bo chociaż książka może wydawać się z tych młodzieżowych, to wcale taka nie jest - odbiorcami mogą być wszyscy. Dostajemy atmosferę, której brakuje wielu dzisiejszym książkom, każda akcja Ellie oraz jej przyjaciół jest rozdziałami pełnymi napięcia, grozy i działania. Bohaterzy wykazują nie tylko zadziwiającą determinację. Są odważni, wiedzą, że od tego zależy życie nie tylko ich, ale także ich kraju w którym się wychowali, ich rodzin, za którymi tak bardzo tęsknią. W szybkim czasie uczą się przetrwania. Zabijanie ludzi z początku budzi w nich obrzydzenie i przerażenie. Wahają się między sobą, co daje nam obraz myślących ludzi. Niestety - z całej siódemki, ósemki jeśli liczyć Chrisa - przeżyje tylko piątka.
Jeżeli mogłabym coś poradzić, to nie kierujcie się filmem. Typowy czytelnik potwierdzi moją teorię - lepiej czytać niż oglądać. W filmie zabrakło kilku, moim zdaniem, ważnych szczegółów, a samo zakończenie było do niczego. Polecam najpierw przeczytać książkę, później oglądnąć film, albo nie oglądać wcale.
Jedyne co może nieco irytować, to wahanie Ellie. Jest ono oczywiste, nie wiem czy sama bym zdołała zrobić tyle co ona - mamy tutaj do czynienia z prostą logiką ludzkiej psychiki - jednak niekiedy te wahania robią się męczące, kiedy główna bohaterka rozmyśla o jednym i tym samym dwie strony. Nie raz miałam ochotę krzyknąć: "no dalej! rusz się! przecież robiłaś gorsze rzeczy!". Pomijając jednak ten drobny minus, z czystym sercem mogę polecić tę książkę. Nie jest gruba, ani cienka, chociaż pisana drobnym drukiem. Spokojnie mieści się nawet do torby (nie mogąc się oderwać, zabierałam ją ze sobą do szkoły).
Główną bohaterką jest Ellie - książka jest przedstawiona w ten sposób, że jest to niby jej dziennik. Ona wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Corrie chcą się trochę rozerwać i pojechać w pobliskie pasmo górskie o nazwie Szew Krawca. Postanawiają zabrać ze sobą Homera, najlepszego przyjaciela Ellie, który ma w sobie Grecką krew, a przede wszystkim lubi się wygłupiać; chłopaka Corrie Kevina, religijną, lecz świetną koleżankę, Fionę, czyli Fi - delikatną dziewczynę z miasta i Lee - Wietnamczyka, który prowadzi wraz z rodzicami orientalną restaurację. W tym samym czasie ma się odbyć festyn w mieście, rezygnują z niego. Całą siódemką wyruszają w góry, w najbardziej niedostępne dla ludzi miejsce - Piekło. Jest to przepiękna polana, której nie widać z góry. Spędzają tam fantastyczny tydzień, aby wrócić... do prawdziwego piekła.
Wszyscy zniknęli. Grupka nastolatków zastała tylko zepsute jedzenie, martwe psy oraz zero wiadomości od rodziców, gdzie mogli się udać. Po pierwszym szoku, postanawiają działać - szybko dowiadują się, że na ich kraj, Australię, najechało wrogie wojsko pustosząc wszystko po drodze. Ludzie zostali zebrani na terenie wystawowym festynu, a oni są jednymi z niewielu ocalałych - tak właśnie wygląda pierwsza część, kiedy powoli dochodzą do siebie, kiedy próbują znaleźć sobie miejsce, kiedy uciekają przed wojskami, by wreszcie znaleźć w sobie złość i nową determinację. Najpierw wysadzają most, jednak to dopiero w kolejnych częściach biorą się za znacznie bardziej niebezpieczne oraz wyniszczające "zbrodnie" jak port, czy nawet potężne stacje benzynowe. Zostają znaną, niebezpieczną oraz najbardziej poszukiwaną przez Obcych grupą dywersyjną.
Nawet jeśli fabuła jest genialna, to nie wszystko. Mamy tutaj do czynienia ze wspaniałym językiem, bo chociaż książka może wydawać się z tych młodzieżowych, to wcale taka nie jest - odbiorcami mogą być wszyscy. Dostajemy atmosferę, której brakuje wielu dzisiejszym książkom, każda akcja Ellie oraz jej przyjaciół jest rozdziałami pełnymi napięcia, grozy i działania. Bohaterzy wykazują nie tylko zadziwiającą determinację. Są odważni, wiedzą, że od tego zależy życie nie tylko ich, ale także ich kraju w którym się wychowali, ich rodzin, za którymi tak bardzo tęsknią. W szybkim czasie uczą się przetrwania. Zabijanie ludzi z początku budzi w nich obrzydzenie i przerażenie. Wahają się między sobą, co daje nam obraz myślących ludzi. Niestety - z całej siódemki, ósemki jeśli liczyć Chrisa - przeżyje tylko piątka.
Jeżeli mogłabym coś poradzić, to nie kierujcie się filmem. Typowy czytelnik potwierdzi moją teorię - lepiej czytać niż oglądać. W filmie zabrakło kilku, moim zdaniem, ważnych szczegółów, a samo zakończenie było do niczego. Polecam najpierw przeczytać książkę, później oglądnąć film, albo nie oglądać wcale.
Jedyne co może nieco irytować, to wahanie Ellie. Jest ono oczywiste, nie wiem czy sama bym zdołała zrobić tyle co ona - mamy tutaj do czynienia z prostą logiką ludzkiej psychiki - jednak niekiedy te wahania robią się męczące, kiedy główna bohaterka rozmyśla o jednym i tym samym dwie strony. Nie raz miałam ochotę krzyknąć: "no dalej! rusz się! przecież robiłaś gorsze rzeczy!". Pomijając jednak ten drobny minus, z czystym sercem mogę polecić tę książkę. Nie jest gruba, ani cienka, chociaż pisana drobnym drukiem. Spokojnie mieści się nawet do torby (nie mogąc się oderwać, zabierałam ją ze sobą do szkoły).
sobota, 11 stycznia 2014
Skrzydła Laurel
Nie mam zamiaru ukrywać, że jest to jedna z moich ulubionych powieści, czytając ją miałam nie lada radochę. Książka zabierze nas w niesamowity magiczny świat, gdzie nasza bohaterka odnajdzie swoje korzenie; gdzie mieszkają wróżki, a ich magia jest czymś pięknym, co nawet wielu z nas się nie śniło.
Siedemnastoletnia Laurel jest na pozór całkiem normalna, chociaż bardzo niezadowolona, bo musiała się przeprowadzić z rodzinnego miasteczka, które tak bardzo kochała. Na dodatek jej matka wysłała ją do szkoły publicznej, chociaż do tej pory uczyła się w domu. Niestety, albo raczej (dla nas) stety to dopiero wierzchołek góry lodowej. W szkole poznaje przystojnego chłopaka Dawida, w szybkim czasie zostają przyjaciółmi. Najlepszą koleżankę natomiast znajduje w gadatliwej Chelsea. Niby wszystko zaczyna się układać... aż do pewnego poranka, kiedy Laurel wyczuwa na plecach gulkę. Na początku uznała, że to tylko pryszcz. Tylko od kiedy pryszcze rosną do wielkości piłeczek golfowych, później tenisowych?
Kilka tygodni później Laurel znów odkrywa coś niezwykłego na swoich plecach. Skrzydła. Ładnie pachnął, są niebieskie; przypominają kwiat. Nie umie nimi poruszać, a tym bardziej nie ma żadnego pomysłu skąd to się wzięło. Chcąc je oderwać, prawie popłakała się się z bólu. Wpadając na pomysł, aby je schować pod bluzką, wychodzi z domu. Postanawia zaufać swojemu przyjacielowi i wraz z nim prowadzą badania nad Laurel. Odkryją kilka bardzo wstrząsających odkryć, między innymi dlaczego Laurel potrafi wstrzymać bez problemu oddech na kilkanaście minut, albo dlaczego nie może jeść niczego innego niż warzywa i owoce.
Nie na tym się kończy, bo fabuła rozkręci się dopiero, kiedy bohaterka pozna Tamaniego, dziwnego chłopaka, który mieszka w lesie za jej starym domem. Ma potwornie hipnotyzujące zielone oczy oraz włosy z zielonymi odrostami. To właśnie on zdradzi jej skąd Laurel pochodzi, że jest wróżką, a jej prawdziwym domem jest magiczny świat Avalon. Od tego wszystko się zaczyna, ponieważ wkrótce Laurel dowie się o trollach - okrutnych stworzeniach, które ścigają wróżki, aby dostać się do Avalonu. Wraz z przyjaciółmi i innymi wróżkami będzie musiała w pierwszej części się z nimi zmierzyć, a stawką będzie życie nie tylko jej oraz Davida, lecz także jej ojca.
Fabuła jest rozbudowana, ciekawa w dodatku trzyma w napięciu. Nie ma tutaj jakiś wielkich dyrdymałów w stylu "kocham, czy nie kocham?". Owszem są rozmyślania, wątpliwości, pytania bez odpowiedzi - jak zawsze w młodzieżowych książkach. Można pochwalić główną bohaterkę. Jej zachowanie nie jest irytujące, w większości sytuacji wie czego chce, woli działać, nie stać w miejscu. Dawid jest uroczym, ale twardym chłopakiem. Razem przeżyją na prawdę wiele. Tamani natomiast okaże się być kimś więcej - przyjacielem z dzieciństwa. Łączy ich dziwna więź, to on wszystko jej powie o kulturze wróżek, dzieciństwie, Avalonie. Pokaże jej magię o której nawet nie marzyła.
Moja propozycja to kubek gorącej herbaty, wygodny fotel i Skrzydła Laurel. Powieść zabierze nas do Avalonu, do wróżek. To nic, że dzielą się na wiosenne, letnie, jesienne oraz zimowe (niesprawiedliwa hierarchia) - czary ich wszystkich są ciekawe, pani Pike popisała się wspaniałą wyobraźnią ukazując nam świat koegzystujący w zgodzie z przyrodą, gdzie kamienie szlachetne leżące na ziemi to całkiem naturalny widok, a myśl o płaceniu za towar jest obraźliwa. Sama historia tego świata jest ciekawa. Avalon powstał ze czasów króla Artura, gdzie rycerze zasiadali przy okrągłym stole... ale ciii. Nie zdradzę niczego więcej.
Książkę Aprilynne Pike znalazłam w Empiku, kilka lat temu. Na okładce znajduje się sama Laurel, jak przypuszczam. Tytuł został zapisany śliskimi literami, w tle rządzi róż, brąz i czerń z błękitnym motylkiem. Jest to pierwsza z czterech części (Magia Avalonu, Złudzenie, Moc przeznaczenia), mogę zapewnić, że kolejne są tak samo dobre, a akcja nie trzyma się kurczowo trolli. Magia Avalonu pokaże nam Avalon od całkiem innej strony; Laurel zaczyna się uczyć w świecie wróżek, w Akademii. Trzecia część skupi się na nowej bohaterce Yuki. Wszystko wskazuje, że ona także jest wróżką, ale czy na pewno? Czwarta natomiast rozstrzygnie wszystkie zagadki, jedna po drugiej. Zakończenie nieco mnie zaskoczyło, było strasznie pomieszane. Na szczęście książka skończyła się tak, jak chciałam - jestem zadowolona. Autorka mogła to jednakże zrobić inaczej... rozumiem: napisanie na prawdę dobrego zakończenia nie jest łatwym zadaniem. Dlatego uważam "mogło być gorzej".
Kosztuje niecałe 30 złotych, liczy sobie około 240 stron (małe litery) i 24 rozdziały. Jest napisana ładnym, przejrzystym językiem. Często do niej wracam i co ważniejsze, za każdym razem odkrywając ją na nowo.
Polecam!
Siedemnastoletnia Laurel jest na pozór całkiem normalna, chociaż bardzo niezadowolona, bo musiała się przeprowadzić z rodzinnego miasteczka, które tak bardzo kochała. Na dodatek jej matka wysłała ją do szkoły publicznej, chociaż do tej pory uczyła się w domu. Niestety, albo raczej (dla nas) stety to dopiero wierzchołek góry lodowej. W szkole poznaje przystojnego chłopaka Dawida, w szybkim czasie zostają przyjaciółmi. Najlepszą koleżankę natomiast znajduje w gadatliwej Chelsea. Niby wszystko zaczyna się układać... aż do pewnego poranka, kiedy Laurel wyczuwa na plecach gulkę. Na początku uznała, że to tylko pryszcz. Tylko od kiedy pryszcze rosną do wielkości piłeczek golfowych, później tenisowych?
Kilka tygodni później Laurel znów odkrywa coś niezwykłego na swoich plecach. Skrzydła. Ładnie pachnął, są niebieskie; przypominają kwiat. Nie umie nimi poruszać, a tym bardziej nie ma żadnego pomysłu skąd to się wzięło. Chcąc je oderwać, prawie popłakała się się z bólu. Wpadając na pomysł, aby je schować pod bluzką, wychodzi z domu. Postanawia zaufać swojemu przyjacielowi i wraz z nim prowadzą badania nad Laurel. Odkryją kilka bardzo wstrząsających odkryć, między innymi dlaczego Laurel potrafi wstrzymać bez problemu oddech na kilkanaście minut, albo dlaczego nie może jeść niczego innego niż warzywa i owoce.
Nie na tym się kończy, bo fabuła rozkręci się dopiero, kiedy bohaterka pozna Tamaniego, dziwnego chłopaka, który mieszka w lesie za jej starym domem. Ma potwornie hipnotyzujące zielone oczy oraz włosy z zielonymi odrostami. To właśnie on zdradzi jej skąd Laurel pochodzi, że jest wróżką, a jej prawdziwym domem jest magiczny świat Avalon. Od tego wszystko się zaczyna, ponieważ wkrótce Laurel dowie się o trollach - okrutnych stworzeniach, które ścigają wróżki, aby dostać się do Avalonu. Wraz z przyjaciółmi i innymi wróżkami będzie musiała w pierwszej części się z nimi zmierzyć, a stawką będzie życie nie tylko jej oraz Davida, lecz także jej ojca.
Fabuła jest rozbudowana, ciekawa w dodatku trzyma w napięciu. Nie ma tutaj jakiś wielkich dyrdymałów w stylu "kocham, czy nie kocham?". Owszem są rozmyślania, wątpliwości, pytania bez odpowiedzi - jak zawsze w młodzieżowych książkach. Można pochwalić główną bohaterkę. Jej zachowanie nie jest irytujące, w większości sytuacji wie czego chce, woli działać, nie stać w miejscu. Dawid jest uroczym, ale twardym chłopakiem. Razem przeżyją na prawdę wiele. Tamani natomiast okaże się być kimś więcej - przyjacielem z dzieciństwa. Łączy ich dziwna więź, to on wszystko jej powie o kulturze wróżek, dzieciństwie, Avalonie. Pokaże jej magię o której nawet nie marzyła.
Moja propozycja to kubek gorącej herbaty, wygodny fotel i Skrzydła Laurel. Powieść zabierze nas do Avalonu, do wróżek. To nic, że dzielą się na wiosenne, letnie, jesienne oraz zimowe (niesprawiedliwa hierarchia) - czary ich wszystkich są ciekawe, pani Pike popisała się wspaniałą wyobraźnią ukazując nam świat koegzystujący w zgodzie z przyrodą, gdzie kamienie szlachetne leżące na ziemi to całkiem naturalny widok, a myśl o płaceniu za towar jest obraźliwa. Sama historia tego świata jest ciekawa. Avalon powstał ze czasów króla Artura, gdzie rycerze zasiadali przy okrągłym stole... ale ciii. Nie zdradzę niczego więcej.
Książkę Aprilynne Pike znalazłam w Empiku, kilka lat temu. Na okładce znajduje się sama Laurel, jak przypuszczam. Tytuł został zapisany śliskimi literami, w tle rządzi róż, brąz i czerń z błękitnym motylkiem. Jest to pierwsza z czterech części (Magia Avalonu, Złudzenie, Moc przeznaczenia), mogę zapewnić, że kolejne są tak samo dobre, a akcja nie trzyma się kurczowo trolli. Magia Avalonu pokaże nam Avalon od całkiem innej strony; Laurel zaczyna się uczyć w świecie wróżek, w Akademii. Trzecia część skupi się na nowej bohaterce Yuki. Wszystko wskazuje, że ona także jest wróżką, ale czy na pewno? Czwarta natomiast rozstrzygnie wszystkie zagadki, jedna po drugiej. Zakończenie nieco mnie zaskoczyło, było strasznie pomieszane. Na szczęście książka skończyła się tak, jak chciałam - jestem zadowolona. Autorka mogła to jednakże zrobić inaczej... rozumiem: napisanie na prawdę dobrego zakończenia nie jest łatwym zadaniem. Dlatego uważam "mogło być gorzej".
Kosztuje niecałe 30 złotych, liczy sobie około 240 stron (małe litery) i 24 rozdziały. Jest napisana ładnym, przejrzystym językiem. Często do niej wracam i co ważniejsze, za każdym razem odkrywając ją na nowo.
Polecam!
Gra Endera
Kto by nie znał Science Fiction? Kto chociaż raz nie zastanawiał się jak nasz świat będzie wyglądał w przyszłości? Otóż to, dobre pytanie, bo chyba większość z nas. W "Grze Endera" mamy przedstawioną przyszłość - świat chylący się ku wojnie, jednak... kto tak na prawdę jest wrogiem?
Autorem jest Orson Scott Card, a w listopadzie na podstawie książki wyszedł film. Już sama reklama bardzo mnie zainteresowała, jednak nie udało mi się pójść, bo portfel pusty. Dopiero teraz, po świętach, kiedy dostało się trochę kasy, kupiłam sobie książkę. Zawsze fantastyka nauka byłą mi obojętna, czytałam tylko, jeżeli coś mi wpadnie w ręce. Najczęściej były to powieści Dean'a R. Koontz'a, który raczej słynie z horrorów. Dlatego kupując książkę nie byłam zbytnio zachwycona. Zmieniłam jednak zdanie już po pierwszych trzech rozdziałach.
Fabuła jest rozbudowana. Nie tylko pod względem "coś się dzieje, nie stoi w miejscu". Jako głównego bohatera dostajemy kilkuletniego chłopaka o przezwisku Ender. Mieszka on z rodzicami oraz starszym rodzeństwem. Valentine to starsza od niego dziewczyna o prawdziwym talencie do pisania, są ze sobą bardzo zżyci. Natomiast ich starszy brat Peter to diabeł w ciele człowieka, który nie boi się pokazywać, że ma nad nimi władzę przemocą oraz groźbami. Nie może wybaczyć Enderowi, że u niego dłużej trzymano czujnik, chociaż jest Trzecim (trzecim dzieckiem, chociaż dozwolone jest mieć tylko dwójkę). Dzięki czujnikowi był obserwowany przez wojsko, czy nadaje się na żołnierza, czy nie. Czujnik ściągają w pierwszym rozdziale, a już w trzecim chcą, aby pojechał wraz z nimi do Szkoły Bojowej, gdzie wyszkolą go na żołnierza. Wszyscy są tym bardzo zaskoczeni, łącznie z rodzicami Endera.
Autorem jest Orson Scott Card, a w listopadzie na podstawie książki wyszedł film. Już sama reklama bardzo mnie zainteresowała, jednak nie udało mi się pójść, bo portfel pusty. Dopiero teraz, po świętach, kiedy dostało się trochę kasy, kupiłam sobie książkę. Zawsze fantastyka nauka byłą mi obojętna, czytałam tylko, jeżeli coś mi wpadnie w ręce. Najczęściej były to powieści Dean'a R. Koontz'a, który raczej słynie z horrorów. Dlatego kupując książkę nie byłam zbytnio zachwycona. Zmieniłam jednak zdanie już po pierwszych trzech rozdziałach.
Fabuła jest rozbudowana. Nie tylko pod względem "coś się dzieje, nie stoi w miejscu". Jako głównego bohatera dostajemy kilkuletniego chłopaka o przezwisku Ender. Mieszka on z rodzicami oraz starszym rodzeństwem. Valentine to starsza od niego dziewczyna o prawdziwym talencie do pisania, są ze sobą bardzo zżyci. Natomiast ich starszy brat Peter to diabeł w ciele człowieka, który nie boi się pokazywać, że ma nad nimi władzę przemocą oraz groźbami. Nie może wybaczyć Enderowi, że u niego dłużej trzymano czujnik, chociaż jest Trzecim (trzecim dzieckiem, chociaż dozwolone jest mieć tylko dwójkę). Dzięki czujnikowi był obserwowany przez wojsko, czy nadaje się na żołnierza, czy nie. Czujnik ściągają w pierwszym rozdziale, a już w trzecim chcą, aby pojechał wraz z nimi do Szkoły Bojowej, gdzie wyszkolą go na żołnierza. Wszyscy są tym bardzo zaskoczeni, łącznie z rodzicami Endera.
Szkoła Bojowa jest w kosmosie, gdzie nasz główny bohater mieszka przez następne lata. Już podczas podróży pokazuje, że ma instynkt, którego brakuje większości chłopcom. Potrafi poruszać się przy braku grawitacji, wie gdzie jest góra, gdzie dół, a jego logiczny tok myślenia gorszy kolegów. Jest wychwalany przez nauczycieli; chcą z niego zrobić dobrego żołnierza. Jednak to nie do końca jest prawda, bo zamiast żołnierzem, Ender zostaje dowódcą. Jasnym celem generała jest, by został kimś więcej - nadzieją na ocalenie świata.
Przez pierwszą część książki czytamy o wewnętrznych zmaganiach chłopaka, który sam sobie musiał zapracować na szacunek innych. To nie jest jedyny wątek, ponieważ przenosząc się z powrotem na Ziemię, patrzymy jak Valentine wraz z Peterem walczą z polityką chcąc otworzyć ludziom oczy. Świat dąży do wojny. Jednak z kim ta wojna zostanie rozegrana, kiedy na ziemi zagraża Rosja, chociaż ludzie przekonani i uczeni są, że ich jedynym wrogiem są obcy?
Nie jest to łatwa lektura, ani też książka dla dzieci. Czytając najlepiej jest sobie spokojnie usiąść i wczytać w otaczający Endera świat, abyśmy sami mogli sobie to wszystko wyobrazić. Jeżeli już na początku załapiemy o co chodzi, dalej powinno pójść już łatwiej. Spodobało mi się bardzo, iż postacie nie są stereotypowe. Główny bohater jest silny, ale ma słabości. Młodsza siostra nie jest uroczą dziewczynką, tylko trzeźwo myślącą dziewczyną. Peter natomiast oprócz maniakalnych zachowań, kiedy z przyjemnością zabija wiewiórki, ukazuje swój intelektualizm. Podobnie jest z generałem Graff'em. Na pozór mężczyzna twardy i nieustępliwy, chociaż tak na prawdę jest zmęczony swoimi moralnymi sprzeciwami.
Świat przedstawiony to przyszłość z zaawansowanym sprzętem elektronicznym. Powszechne są komputery, a raczej same pulpity na których można robić praktycznie wszystko, a sieć jest czymś normalnym, jakby drugą rzeczywistością. Ludzie mogą dyskutować o polityce; mogą włączać się do rozmów, bądź tylko słuchać. Peterowi, dzięki internetowi udało się zaobserwować zmiany zachodzące z gospodarce Rosji, a Enderowi złamać zabezpieczenia w Szkole Bojowej, dzięki którym wysyłał wiadomości do innych jak chciał.
Pomimo braku opisów na całą stronę, jesteśmy w stanie bez problemu wyobrazić sobie otoczenie głównego bohatera, jak wygląda statek, jak wyglądają rozgrywki między grupami, czy nawet Grę Olbrzyma - psychologiczną grę w którą grają Starterzy (początkujący chłopacy) i jej wirtualny świat.
Grę Endera przetłumaczył Piotr Cholewa, a nasz polski przekład wydało Prószyński i S-ka. Kupiłam książkę z nową okładką, chyba z plakatu filmu. Nie wiem ja wyglądała wcześniej. Ta jest śliska z zagiętymi końca do wewnątrz. Z tyłu mamy krótki opis oraz dwa inne zdania wraz z obsadą, która grała w filmie. Po wewnętrznej stronie mamy zdjęcie i króciutki opis o autorze książki. Ładnie to wszystko wygląda, bo litery nie są wielkie jak konie, a papier nie rwie się o mocniejszego pociągnięcia.
Gdybym miała opisywać tę książką BARDZO dokładnie, zajęło by mi to bardzo dużo czasu, ponieważ każdy rozdział ma w sobie coś dobrego, co warto uwzględnić. To było by bardzo trudne zadanie, a już nie jest proste. Dlatego chcę Wam z czystym sercem polecić Grę Endera, jako jedną z niewielu książek, które przez całą akcję trzymają poziom. Klimat jest napięty, wręcz nieco mroczny/groźny co daje nam dość rzeczywisty obraz tego, jak bardzo Ender jest zagubiony, samotny chociaż sobie z tym radzi. Rywalizacja jest praktycznie wszędzie, bohater nie tylko walczy z własnymi uczuciami, ale także z uczuciem pustki po przyjaciołach, po których spodziewał się dużo więcej. Walki w pomieszczeniach bez grawitacji z promieniami zamrażającymi z innymi grupami, tabela wyników, wkrótce także własna grupa Starterów - to wszystko nie zostaje rzucone prosto na stół, abyśmy wszystkiego sami się domyślili, lecz zostajemy w to wprowadzeni.
Na odwrocie książki mamy wypowiedź Gene Wolfe'a Przygody Endera będą zdobywać nowych czytelników, kiedy dziewięćdziesiąt dziewięć procent książek pójdzie w zapomnienie i ja się z tym zgadzam. Przeczytałam ją z zapartym tchem, pewnie zacznę kupować kolejne części. Jeżeli dokładnie Cię ciekawi, czemu uważam to za dobrą książkę, sam się przekonaj. Najlepiej jest samemu ocenić, prawda? Ja jednak polecam, całym sercem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



