Nigdy
nie byłam dobra w recenzowaniu powieści, które bardzo mi się spodobały.
Przy złych odczuciach jestem w stanie przelać je na papier (tudzież
dokument tekstowy) i jeszcze skrupulatnie ocenić, czemu były złe i
dlatego mi się nie spodobały. Dobre książki, które w dodatku zapadają w
serce, szarpią moimi uczuciami, zawsze skłaniają do subiektywnej oceny.
Na wielu mogłabym przylepić łatkę wspaniałych i odłożyć na półkę "zasłużonych" bez większego zastanowienia. Przy Zielonej Mili coś sprawiło, że zanim to uczyniłam, zatrzymałam się i dogłębnie zastanowiłam.
Mały olbrzym i wielki klawisz. Paul Edgecombe jest głównym klawiszem w Cold Mountain,
więzieniu, gdzie skazańcy czekają na swój wyrok śmierci. Jest
człowiekiem opanowanym, stanowczym i poważnie podchodzącym do swoich
obowiązków. Ma wspaniałą żonę oraz dorosłe dzieci. Od lat pracuje z
trójką strażników, którym ufa i których mógłby nazwać przyjaciółmi. Ich
spokój mąci dopiero Percy Wetmore, nowy strażnik przeniesiony do Cold Mountain
dzięki swoim koneksjom. To jednak nie koniec kłopotów; wydawać by się
mogło, iż infantylny i brutalny strażnik jest zapowiedzią następnych
nieszczęśliwych przygód Paula. Przez
blok E przewijają się różni skazańcy: opanowani i ułożeni, furiaci i wariaci, ale łączy ich
jedno – za swoje winy wszyscy zasiądą na krześle elektrycznym,
pieszczotliwie nazywanym przez strażników Starą Iskrówą.
Podczas opowieści Paula, w roku trzydziestym drugim, między więźniami
pojawił się Francuz z tresowaną myszą, Indianin żyjący przeszłością,
nieobliczalny Billy Kid
i wreszcie ogromny czarnoskóry mężczyzna. Tak ogromny, że jego nogi w
połowie zwisały z pryczy, a dłonie wyglądały jak bochenki chleba. John Coffey został skazany za bestialski gwałt i morderstwo dwóch dziewczynek. Ten sam morderca boi się jednak ciemności, a jego oczy nieustannie są zaczerwienione od płaczu. Szybko się okazuje, że Coffey
posiada również nadnaturalne zdolności, z których korzysta tylko po to,
by ratować ludzi. Nic zatem dziwnego, że Paul w pewnym momencie
przestaje wierzyć w winę John’a.
Przedstawienie pełne nienawiści. Fabuła
jest obszerna. Została przedstawiona jako opowieść Paula pisana przez
niego w domu starości, ale trudno nie zauważyć dużego wkładu w postaci
drugoplanowe. On i jego zaufani ludzie wolą spokój i szanują ostatnie
miesiące życia skazańców. Wszystko komplikuje się po pojawieniu się Percy’ego oraz młodocianego przestępcy schwytanego na rozbojach, Williama (wspomnianego wyżej Billy Kid’a). Oboje są podłymi, nieobliczalnymi ludźmi. Podczas lektury czytelnik zastanawia się, jakim cudem Percy
nie siedzi jeszcze w jednej z cel. Jednocześnie Paul jest człowiekiem
pełnym empatii. Wysłuchuje opowieści skazańców, pociesza ich rozmową i
wreszcie decyduje się na szalony pomysł, który miałby uratować żonę jego
przyjaciela przed śmiercią. Następnie udaje się na egzekucję przed
publiką składającą się z ludzi, którzy szczerze nienawidzą zasiadającego
na krześle delikwenta. Właśnie dlatego Zielona Mila przeplata ze sobą skrajne emocje. Jest poruszająca i zarazem frustrująca, bowiem wyraźnie wskazuje na społeczne niesprawiedliwości.
Smażę się jak indyk w brytfannie. Nie znam twórczości Stephena Kinga na tyle dobrze, by móc się wypowiedzieć, jak Zielona Mila prezentuje się na tle innych powieści. Jest jednak nazywany królem horroru i słyszałam wiele pochlebnych opinii o jego twórczości. Po przeczytaniu opowieści o Zielonej Mili, która nie jest horrorem, mogę śmiało powiedzieć - King stworzył powieść mimo wszystko wywołującą gęsią skórkę. Fabuła została owiana nutką magii, towarzyszy nam atmosfera tajemniczości. Zadziwiające są postacie samego John’a, ale również tresowanej myszki – Pana Dzwoneczka, który jak na polną mysz zdaje się być zaskakująco rezolutny. Odniosłam wrażenie, że temu wszystkiemu przyświeca jakaś wyższa idea. Autor pozostawił wiele miejsca dla samego czytelnika. Na jego odczucia oraz własne domysły. Jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie zakończenie, które zdecydowanie należy do jednego z najlepszych, jakie miałam okazję przeczytać. Poruszyła mnie bezsilność dobrych ludzi w obliczu zła.
Między filmem a książką. Na
koniec chciałabym odnieść się do tego, co wszyscy znamy. Bardzo rzadko
spotykam ekranizacje lepsze od pierwowzoru i podchodzę do nich
nadzwyczaj sceptycznie. Zawsze staram się najpierw przeczytać
książkę, dopiero potem oglądnąć film na jej podstawie. Tym razem było
odwrotnie, ponieważ o książce dowiedziałam się dopiero niedawno. Już
wcześniej Zielona Mila
należała do moich ulubionych filmów i chciałam koniecznie skonfrontować
oba dzieła. Powieść mnie nie rozczarowała. Czytałam jednym tchem,
często wracałam do niej myślami. Jednakże spisana opowieść Paula nie
zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia jak film. Ekranizacja odznacza
się fantastyczną grą Tom’a Hanks’a oraz Michael'a Clarke’a Duncan'a. Hanks zagrał głównego bohatera dokładnie tak, jak sobie go wyobrażałam. Wydaje mi się, że to dzieło jest tak specyficzne,
że dopiero film oddaje jego prawdziwy klimat. Dosłownie przedstawia
brutalność i przykrość sceny, na której musieli wystąpić strażnicy z Cold Mountain.
Zabrakło mu tylko jednej rzeczy, natomiast w książce okazała się być
ona kluczowa. Powieść jest głęboka. Słowami przekazuje głębię bólu
istnienia człowieka wystawionego na Zło. Zmusza do refleksji i wzrusza.
Podsumowując
Podsumowując
cały wywód, proponowałabym wszystkim zainteresowanym, aby sięgnęli po powieść. Film jest naprawdę dobry i nie bez powodu zajmuje tak wysokie listy top. Mimo to powieść ukazuje spojrzenie czysto subiektywne. Zawarte są w niej pewne szczegóły, których zabrakło w filmie. Są mistrzowskie opisy, świetna narracja. Książka nie jest jednak przygnębiająca, jak na tak ciężką tematykę. Występują w niej elementy humorystyczne. Cała historia poprzeplatana jest teraźniejszością Paula i jego problemami człowieka starego. Te urywki zgrabnie łączą przeszłość w jedną całość. Czytanie Zielonej Mili było dobrą zabawą i cieszę się, że mogłam skonfrontować ją z ekranizacją. To z pewnością jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam.
Tytuł oryginału : The Green Mile
Autor : Stephen King
Autor : Stephen King
Przekład : Andrzej Szulc
Wydawnictwo : Albatros
Rok wydania : 2012 (wydanie XXVI)
Ilość stron : 415





