sobota, 11 maja 2019

Zielona Mila

Nigdy nie byłam dobra w recenzowaniu powieści, które bardzo mi się spodobały. Przy złych odczuciach jestem w stanie przelać je na papier (tudzież dokument tekstowy) i jeszcze skrupulatnie ocenić, czemu były złe i dlatego mi się nie spodobały. Dobre książki, które w dodatku zapadają w serce, szarpią moimi uczuciami, zawsze skłaniają do subiektywnej oceny. Na wielu mogłabym przylepić łatkę wspaniałych i odłożyć na półkę "zasłużonych" bez większego zastanowienia. Przy Zielonej Mili coś sprawiło, że zanim to uczyniłam, zatrzymałam się i dogłębnie zastanowiłam. 



Mały olbrzym i wielki klawisz. Paul Edgecombe jest głównym klawiszem w Cold Mountain, więzieniu, gdzie skazańcy czekają na swój wyrok śmierci. Jest człowiekiem opanowanym, stanowczym i poważnie podchodzącym do swoich obowiązków. Ma wspaniałą żonę oraz dorosłe dzieci. Od lat pracuje z trójką strażników, którym ufa i których mógłby nazwać przyjaciółmi. Ich spokój mąci dopiero Percy Wetmore, nowy strażnik przeniesiony do Cold Mountain dzięki swoim koneksjom. To jednak nie koniec kłopotów; wydawać by się mogło, iż infantylny i brutalny strażnik jest zapowiedzią następnych nieszczęśliwych przygód Paula.     Przez blok E przewijają się różni skazańcy: opanowani i ułożeni, furiaci i wariaci, ale łączy ich jedno – za swoje winy wszyscy zasiądą na krześle elektrycznym, pieszczotliwie nazywanym przez strażników Starą Iskrówą. Podczas opowieści Paula, w roku trzydziestym drugim, między więźniami pojawił się Francuz z tresowaną myszą, Indianin żyjący przeszłością, nieobliczalny Billy Kid i wreszcie ogromny czarnoskóry mężczyzna. Tak ogromny, że jego nogi w połowie zwisały z pryczy, a dłonie wyglądały jak bochenki chleba. John Coffey został skazany za bestialski gwałt i morderstwo dwóch dziewczynek. Ten sam morderca boi się jednak ciemności, a jego oczy nieustannie są zaczerwienione od płaczu. Szybko się okazuje, że Coffey posiada również nadnaturalne zdolności, z których korzysta tylko po to, by ratować ludzi. Nic zatem dziwnego, że Paul w pewnym momencie przestaje wierzyć w winę John’a.

Przedstawienie pełne nienawiści. Fabuła jest obszerna. Została przedstawiona jako opowieść Paula pisana przez niego w domu starości, ale trudno nie zauważyć dużego wkładu w postaci drugoplanowe. On i jego zaufani ludzie wolą spokój i szanują ostatnie miesiące życia skazańców. Wszystko komplikuje się po pojawieniu się Percy’ego oraz młodocianego przestępcy schwytanego na rozbojach, Williama (wspomnianego wyżej Billy Kid’a). Oboje są podłymi, nieobliczalnymi ludźmi. Podczas lektury czytelnik zastanawia się, jakim cudem Percy nie siedzi jeszcze w jednej z cel. Jednocześnie Paul jest człowiekiem pełnym empatii. Wysłuchuje opowieści skazańców, pociesza ich rozmową i wreszcie decyduje się na szalony pomysł, który miałby uratować żonę jego przyjaciela przed śmiercią. Następnie udaje się na egzekucję przed publiką składającą się z ludzi, którzy szczerze nienawidzą zasiadającego na krześle delikwenta. Właśnie dlatego Zielona Mila przeplata ze sobą skrajne emocje. Jest poruszająca i zarazem frustrująca, bowiem wyraźnie wskazuje na społeczne niesprawiedliwości.

Smażę się jak indyk w brytfannie. Nie znam twórczości Stephena Kinga na tyle dobrze, by móc się wypowiedzieć, jak Zielona Mila prezentuje się na tle innych powieści. Jest jednak nazywany królem horroru i słyszałam wiele pochlebnych opinii o jego twórczości. Po przeczytaniu opowieści o Zielonej Mili, która nie jest horrorem, mogę śmiało powiedzieć - King stworzył powieść mimo wszystko wywołującą gęsią skórkę. Fabuła została owiana nutką magii, towarzyszy nam atmosfera tajemniczości. Zadziwiające są postacie samego John’a, ale również tresowanej myszki – Pana Dzwoneczka, który jak na polną mysz zdaje się być zaskakująco rezolutny. Odniosłam wrażenie, że temu wszystkiemu przyświeca jakaś wyższa idea. Autor pozostawił wiele miejsca dla samego czytelnika. Na jego odczucia oraz własne domysły. Jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie zakończenie, które zdecydowanie należy do jednego z najlepszych, jakie miałam okazję przeczytać. Poruszyła mnie bezsilność dobrych ludzi w obliczu zła.

Między filmem a książką. Na koniec chciałabym odnieść się do tego, co wszyscy znamy. Bardzo rzadko spotykam ekranizacje lepsze od pierwowzoru i podchodzę do nich nadzwyczaj sceptycznie. Zawsze staram się najpierw przeczytać książkę, dopiero potem oglądnąć film na jej podstawie. Tym razem było odwrotnie, ponieważ o książce dowiedziałam się dopiero niedawno. Już wcześniej Zielona Mila należała do moich ulubionych filmów i chciałam koniecznie skonfrontować oba dzieła. Powieść mnie nie rozczarowała. Czytałam jednym tchem, często wracałam do niej myślami. Jednakże spisana opowieść Paula nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia jak film. Ekranizacja odznacza się fantastyczną grą Tom’a Hanks’a oraz Michael'a Clarke’a Duncan'a. Hanks zagrał głównego bohatera dokładnie tak, jak sobie go wyobrażałam. Wydaje mi się, że to dzieło jest tak specyficzne, że dopiero film oddaje jego prawdziwy klimat. Dosłownie przedstawia brutalność i przykrość sceny, na której musieli wystąpić strażnicy z Cold Mountain. Zabrakło mu tylko jednej rzeczy, natomiast w książce okazała się być ona kluczowa. Powieść jest głęboka. Słowami przekazuje głębię bólu istnienia człowieka wystawionego na Zło. Zmusza do refleksji i wzrusza.

Podsumowując  
cały wywód, proponowałabym wszystkim zainteresowanym, aby sięgnęli po powieść. Film jest naprawdę dobry i nie bez powodu zajmuje tak wysokie listy top. Mimo to powieść ukazuje spojrzenie czysto subiektywne. Zawarte są w niej pewne szczegóły, których zabrakło w filmie. Są mistrzowskie opisy, świetna narracja. Książka nie jest jednak przygnębiająca, jak na tak ciężką tematykę. Występują w niej elementy humorystyczne. Cała historia poprzeplatana jest teraźniejszością Paula i jego problemami człowieka starego. Te urywki zgrabnie łączą przeszłość w jedną całość.  Czytanie Zielonej Mili było dobrą zabawą i cieszę się, że mogłam skonfrontować ją z ekranizacją. To z pewnością jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam.


Tytuł oryginału : The Green Mile
Autor : Stephen King
Przekład : Andrzej Szulc
Wydawnictwo :  Albatros
Rok wydania : 2012 (wydanie XXVI)
Ilość stron : 415

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz