poniedziałek, 24 września 2018

Przeklęty dom / Bal umarłych dziewczyn (Wampiry z Morganville)

Po niespełna dziesięciomiesięcznej przerwie, wreszcie zdobyłam się na napisanie nowej recenzji. Wracam trochę odmieniona i z całkiem nowym zapałem. Zaczynam więc od powieści, do której powróciłam po latach... czas tak szybko mija! Nim się spostrzegłam, minęło dobre siedem (albo więcej) lat, kiedy ostatni raz czytałam serię Wampiry z Morganville i teraz mogę spojrzeć na nią z innej strony. Osoby, która przeczytała w życiu niejedno.


To był okres, kiedy po ogromnym sukcesie Zmierzchu, na rynek wydawniczy posypały się lektury krążące wokół tematyki fantasy, zwłaszcza wampirów. Wiele z nich także trafiło na listy bestsellerów, w tym właśnie opowieść o niespełna siedemnastoletniej Claire Danvers. Pierwsza księga, w której skład wchodzi Przeklęty domi oraz Bal umarłych dziewczyn, ma całkiem niezłe opinie i nie najgorszą ocenę. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to powieść młodzieżowa, a te albo się lubi, albo omija z daleka.
   Książka jest zarazem oryginalna i oklepana schematami. Główna bohaterka właśnie rozpoczęła naukę na uniwersytecie na samym końcu świata, gdzieś w spalonym słońcem Teksasie. Tam przez przypadek ośmiesza jedną z najładniejszych i najbardziej seksownych dziewczyn, a ta postarała się, by zemsta była długa i słodka. Prześladowana przez nią oraz jej świtę, Claire decyduje się zamieszkać poza kampusem (wbrew zasadom ustalonym przez jej rodziców). Odnajduje ofertę wynajęcia pokoju w domu Glassów, z trójką przyjaciół znających się od lat, rodowitych mieszkańców Morganville. Szybko się okazuje, że miastem rządzą nieumarli i chociaż trudno jest w to uwierzyć, ciąg złych zdarzeń rzuci Claire w sam środek skomplikowanej polityki prowadzonej przez wampiry. Nie minie wiele czasu, gdy będzie musiała walczyć o przetrwanie.
   Z miejsca polubiłam Claire. Nie rzuca się w bezsensowną walkę, jest rozsądna i jeśli już wpakuje się w tarapaty, robi to ze względu na swoich przyjaciół (których trzeba ratować z różnych opresji). Lubi się uczyć, jest świetna z fizyki i chemii. Z początku nieporadna, trochę płaczliwa, wraz z rozwojem fabuły staje się odważniejsza, pełna werwy. To miły dla oka rozwój postaci. Dziewczyna mieszka w domu z dwójką przystojniaków i zwariowaną gotką Eve. Szybko nawiązują przyjaźń, bowiem okazuje się, że w mieście rządzonym przez wampiry oraz ich apetyt na krew, Claire może liczyć wyłącznie na nich... a oni na nią.
   Samo przedstawienie wampirów jest bardzo realistyczne. Nie ma żadnych wegetarian żywiących się zwierzęcą krwią. Nie ma błysku złota w słońcu, ani nadprzeciętnej urody przeznaczonej nieśmiertelnym. Wampiry nawet nie chcą zadawać się z ludźmi, którzy są pionkami w ich grze, albo zwyczajnym obiadem. Powrót w korzenie Draculi to ciekawsze tło od wyidealizowanego obrazu Cullenów (z całym szacunkiem dla Zmierzchu). Claire musi zrozumieć, że Morganville rządzą zasady stworzone przez nieumarłych i każde wykroczenie jest karane nie grzywną, czy więzieniem. Każdy mieszkaniec walczy o życie. Tak się jednak składa, że dla zwykłej studentki (w dodatku tak mądrej) wcale nie jest to łatwe. Okazuje się bowiem, iż wampiry to wyłącznie jedno ze zmartwień. Ludzie potrafią być tak samo niebezpieczni i nie wiadomo, komu można zaufać.
   Podoba mi się, w jaki sposób powieść została napisana. Autorka używa języka potocznego, często wplatając nutkę humoru. Mało tego, cały czas coś się dzieje. Nie pozwala odpocząć swoim bohaterom, ciągle rzuca ich do worka wraz z całą masą kłopotów. Są wątki pełne akcji, pościgów oraz szalonej ucieczki nocnymi ulicami. Atmosfera w domu Glassów jest przyjazna i ciepła, wątek Claire i Shane'a wnosi też nieco romantyzmu. To sprawia, że doskonale się bawiłam przy czytaniu, często trudno było mi oderwać się od kontynuacji. Z pewnością, jest to jedna z lepszych powieści młodzieżowych, jakie przyszło mi poznać. Zakończenie czytałam z zapartym tchem.
   Wampiry z Morganville to doskonała rozrywka, ale nie wniosła do mojej głowy niczego nowego. To powieść z rodzaju tych, które uwielbiają młode dziewczęta szukające pożywki dla swojej wyobraźni. Osoby, które nie przepadają za powieściami młodzieżowymi, nie mają tu czego szukać. Prawdopodobnie nie znajdą w tej książce niczego porywającego, a grozę Morganville określą jako bajkę dla dzieci. Z biegiem czasu, sama muszę przyznać, że niektóre akcje są nieco wyolbrzymione, a opisy postaci zaskakująco proste. Sami bohaterowie bywają mało interesujący w chwilach, gdy akurat nikt nie próbuje ich ugryźć, ani przekupić na swoją stronę. Ich decyzje stają się przewidywalne.
   Rozczarowało mnie także polskie wydanie. Nie czytałam oryginału, ale odniosłam wrażenie, że polska wersja nie przeszła żadnej korekty. W książce jest wiele literówek, albo niektórych liter w ogóle brakuje. Jakby tego było mało, kilka razy doczytałam się źle odmienionych wyrazów albo nielogicznie złożonych zdań. Mam mało książek z wydawnictwa Amber, więc nie mogę odnieść się do innych wydanych przez nich powieści, ale są to błędy rażące w oczy, które naprawdę bardzo rzadko zdarza mi się spotkać. Nie wspominając o okładkach, które wyglądają po prostu... tandetnie.
   Zaskoczyła mnie jeszcze jedna rzecz. Chcąc znaleźć kontynuację (mam kilka książek z tej serii, lecz brakuje mi drugiej księgi), nie mogę jej już nigdzie znaleźć. Przeszukałam wiele księgarni, w tym także online, ale dostępne są wyłącznie ostatnie części. Całe szczęście, istnieje jeszcze Allegro.

Podsumowanie będzie proste. Polecam Wampiry z Morganville. To bardzo przyjemna, nieskomplikowana lektura. Jest humor, trochę melodramatu i horroru. Znajdą się wątki pełne akcji, te przyjemne dotyczące ciepła przyjaźni, a także te romantyczne. Jeśli nie ma wielkich wymagań, to idealny pomysł na spędzenie coraz dłuższych wieczorów i - jeśli mam być szczera - chyba najlepsza książka o wampirach, jakie przeczytałam. Z pewnością jest warto poznać ją bliżej.



Tytuł oryginału : Glass Houses ; Dead Girls' Dance
Autorka : Rachel Caine
Wydawnictwo : Amber
Przekład : Edyta Jaczewska
Ilość stron : 511

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz