piątek, 22 lipca 2016

Grim - Płomień nocy

To już moja trzecia przygoda z Grimem.  Po drugiej części, która wydawała mi się znacznie lepsza od pierwszej, żywiłam ogromne nadzieje z "Płomieniem nocy", jako by seria o Gargulcu była z tych, które im dłużej trwają, tym bardziej się rozkręcając. Niestety, Gesa Schwartz wyłącznie utwierdziła mnie w przekonaniu, że co za dużo - to nie zdrowo.


Nawet za bardzo nie wiem od czego zacząć, więc zrobię to w najprostszy sposób: od fabuły. Podobnie jak w dwóch poprzednich częściach, akcja zaczyna się natychmiast po przeczytaniu pierwszego rozdziału. Spotykamy tych samych bohaterów, chociaż w świeżych opisach. Tym razem, głównym wątkiem jest tajemnicza mgła, która panoszy się po Paryżu i usypia ludzi, którzy następnie znikają. Potem wątek ciągnie się, dopóki dopóty nasi bohaterowie nie pokonają głównego złego, który za tym stoi. Oczywiście książkę poznajemy z dwóch stron. Jedną jest Grim, pesymistyczny, choć potężny gargulec, który nosi w sobie Płomień i fascynuje się Ciemnością. Druga natomiast, to młodziutka Mia, jego miłość. Osobiście bardziej spodobały mi się wątki poświęcone utalentowanej dziewczynie, być może to przez moje zafascynowanie wampirami (które wcale nie zrodziło się ze "Zmierzchu"). Oboje będą poddawani wielu próbom (chyba... zbyt wielu) i będą pokonywali najróżniejsze przeszkody (jednej dobrze nie skończą, pojawi się następna), po to, aby uratować świat przed szalejącymi demonami.
   Ten wstęp mógłby wszystko wyjaśnić, całe moje podejście do książki. Mimo to, wcale nie jestem tak bardzo zniechęcona tą serią, jak mogłoby się wydawać. Lubię fantasy w czystej postaci i tylko dlatego ta powieść mi się podoba. Nawet bardzo. Przede wszystkim podoba mi się sposób, w jaki autorka wprowadza nas do wykreowanego przez siebie świata. Pierwsza część skupiła się na Gargulcach. Wiadomo, skoro główny bohater nim jest, to przedstawmy porządnie jego gatunek. Druga skupia się na wróżkach i jednym nauczycielu Mii - Theryonie, druga zaś na drugim - Lyskianie, Księciu Wampirów - ale także opowiada o demonach i ich łowcach. Czyli każda z tych książek odsłania nam jakąś część świata, którego zwykli śmiertelnicy nie dostrzegają przez rzucony na nich czar zapomnienia. Ogromnym plusem (generalnie rzadko zdarza mi się trafić na powieść, gdzie ich nie ma) są fantastyczni bohaterowie. Jest ich tak wielu i mają różne charaktery, że każdy znalazłby swojego ulubieńca, bo nie mówimy tu wyłącznie o wampirach, wilkołakach, wróżkach. Świat pani Schwartz jest znacznie bardziej rozbudowany, właściwie odnajdziemy w "Grimie" niemal wszystkie mitologiczne, baśniowe stworzenia.
   Zdecydowanie lubię opisy w tej książce. Są szczegółowe, zawsze przedstawiają istotę rzeczy. Są również realistyczne, nie kryją brzydoty, maskując ją na siłę wyciąganiem zalet. Z drugiej jednak strony, czasami jest ich zbyt wiele i autorka zawala nas nimi, wręcz zanudzając. Wypisuje po kilka stron o odczuciach Grima, chociaż dwa rozdział temu dopiero to było. Bohater utknął między ciemnością, jaką w sobie nosi i chęcią pozbyciem się jej. To zrozumiałe, że nie jest mu łatwo. Zważywszy, że jest Hybrydem, Gargulcem z ludzkim sercem. Ale ile można o tym wspominać? Czytelnik doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Chociaż największym minusem jest właściwie rozległość tego opasłego tomiska. Żeby nie zrozumieć mnie źle - nie mam nic przeciwko czytaniu rzeczy długich, wręcz przeciwnie. Lubię jak książka ma początek i koniec, zatem ilość stron się nie liczy (zaleta jest wyłącznie taka, iż krótsze książki wygodniej się trzyma). Mimo wszystko, fabuła toczy się ciągle w kółko. To, co Gesa Schwartz rozpisała na 700 stron, można by śmiało zmieścić w 500. Z początku jest to całkiem fajne, gdy bohaterowie mają wiele do roboty i ciągle się coś dzieje. Jednakże, z czasem zaczyna to wręcz męczyć. Autorka nie dała nam, ani bohaterom choć cienia szans na odpoczynek. Jedno zagrożenie zażegnane? Super, wcisnę następne! To ukazuje, jak pomysłowa, oryginalna oraz pełna entuzjazmu jest pani Schwartz. Niestety, to tyle, ile ma do ukazania. Pod koniec książki cieszyłam się, że wreszcie mam ją za sobą. Chyba powinno być inaczej...


Tytuł oryginału : Grim - Die Flame der Nacht
Autorka : Gesa Schwartz
Wydawnictwo : Jaguar
Przekład : Ryszard Turczyn
Ilość stron : 717

Recenzje poprzednich tomów również znajdziesz na moim blogu:

środa, 13 lipca 2016

The Witch Hunter; Łowczyni

Kolejna idealna okazja do nabycia książki? Duże przeceny w księgarniach. Dla tak zaczytanego człowieka jak ja, to wielka pociecha (+ ulga dla portfela). Pognałam do Empiku, spragniona nowości. Oczywiście, te poczytne, rozchwytywane książki nie są przecenione, albo zaledwie kilka procent. Zatem w gąszczu pięknych, lśniących okładek znalazłam jedną powieść, jedną jedyną o połowę tańszą. Nie myliłam się. Te pięćdziesiąt procent mniej wcale nie zaważyło na jakości książki.


"The Witch Hunter" zapowiadało się całkiem ciekawie... długo ciekawie. Z początku mocno zniechęciła mnie wolno tocząca się akcja. Ponad to można wyczuć, że jest to debiutancka powieść Virginii Boecker. Styl jest nieskomplikowany, szybko się czyta (zasługą pewnie jest również duża czcionka). Nie powala na pierwszy rzut oka. Zwłaszcza główna bohaterka, która wielokrotnie mnie irytowała. Na ogół nie ufam książkom pisanym w pierwszej osobie przez kobiety. Nie opieram się tutaj na żadnych stereotypach, lecz doświadczeniu. Podobne powieści wydają mi się strasznie melodramatyczne lub przesadzone w uczucia. Pewnie dlatego, zanim zaczęłam czytać, wzięłam głęboki wdech i przygotowałam się na najgorsze. Jednakże Boecker bardzo mile mnie zaskoczyła! Otóż Elizabeth, poza tym, że jest roztrzepana i totalnie wpatrzona w przyjaciela o chorych ambicjach (nie oszukujmy się - w urodzie też), to jest silna i pomysłowa. Ma siłę w rękach, nie boi się jej używać do ochrony własnego życia. Chwała jej za to, że nie jest taką słodką owieczką jak wiele młodzieżowych bohaterek. Ale przecież musi być silna! Jest Łowczynią, poluje na czarownice, czarodziejów, jasnowidzów, nekromantów, demonologów oraz innych ludzi/podejrzanych istot, które pałają się zakazaną w królestwie magią. 
  Wychowana przez żelazne treningi strasznego Blackwell'a, całkowicie oddana królowi, zostaje przyłapana na posiadaniu zakazanych, trujących ziół. Całkiem przez przypadek. Trafia do więzienia, uznana za zdrajczynię, gdzie o mało nie umiera przez gorączkę, czekając na przyjaciela. Zamiast niego, z odsieczą rusza jej najbardziej poszukiwany czarowniej w państwie - Nicholas Perevil. Jakie to musi być uczucie dla dziewczyny, która szukała go przez ostatnie lata wyłącznie po to, by postawić go na płonącym stosie? Z początku przestraszona, zdezorientowana Elizabeth szybko jednak przekonuje się do przyjaciół jak i samego czarodzieja. Wraz z nią poznajemy pyskatą, wredną Fifer, wiecznie uśmiechniętego George'a oraz uzdrowiciela o niesfornej fryzurze - John'a. Przyznam, że ich nie da się nie lubić.
  Po tym, jak już akcja wreszcie się rozkręci, książka wciąga. Dzięki dużej czcionce, szybko przechodzimy ze strony na stronę, pokonujemy następne rozdziały i nagle już kończymy. Bowiem fabuła się rozszerza. Zaczyna się coś dziać, w dodatku całkiem sporo. Autorka stworzyła magiczny świat przedstawiony (co wyszło jej znakomicie), a następnie zgłębia nas w jego tajemnice. Nimfy, zjawy, kolorowy jarmark, legendy. To wszystko jest świetną ucztą dla każdego fantastyka. Dla mnie też była, dlatego tak mile wspominam "Łowczynię". Myślę także, że każdy kto lubi Jaguara, znajdzie tutaj swoje klimaty (znani są choćby ze "Zwiadowców", chociaż równie przyjemny jest "Grim").
   Kolejnym plusem jest nie najlepsze, ale jednak dobre zakończenie. Gdy tylko autorka odkrywa przed nami sedno sprawy, okazuje się to zbiorem kilku rozwiniętych wątków prowadzącym ku jednemu, logicznemu rozwiązaniowi. Nie wszystkie były tak przewidywalne, a to miła odmiana. Z drugiej strony, Boecker trochę pomieszała. W pewnym momencie nie wiedziałam już, czy to iluzja, czy faktycznie to wszystko dzieje się naprawdę... Niektóre sceny można by troszkę lepiej rozpisać. Te drobne minusy trochę zaważyły na moich odczuciach, ale można to wybaczyć i uznać ten debiut za całkiem mocny. Gdyby miała powstać następna część, o ile rzeczywiście autorka ma taki zamiar (bo nie wiem), całkiem możliwe, że skusiłabym się na jej kupno. Ale wydaje mi się, że pozostawienie tego w taki sposób nie jest lepszy. Nie moja powieść, ale Elizabeth swoje przeszła.
   Czy poleciałabym tę książkę? Owszem. Każdemu? Raczej tak. Jest ciekawa, wciąga, mile przy niej spędziłam czas i zapamiętałam. Niby ksiżżka jakich wiele, lecz poświęciłam na jej skończenie calutki ranek, potem popołudnie na plaży. Obym częściej trafiała na tak magiczne lektury.


Tytuł oryginału : The Witch Hunter
Autorka : Virginia Boecker
Wydawnictwo : Jaguar
Przekład : Grzegrz Komerski
Ilość stron : 396

Między książkami

Jedną z najlepszych okazji do zakupu nowych książek zdecydowanie są supermarkety. Od czasu do czasu, chyba w większości z nich pojawiają się książki (często w pomniejszonych formatach), które można kupić dosłownie za kilka złotych. Osobiście uwielbiam takie okazje i zawsze staram się z nich korzystać. Jednym z moich najnowszych nabytków jest "Między książkami".


Przyznam szczerze, że z początku po prostu spodobała mi się okładka, a ponieważ nigdy nie oceniam książki po okładce, postanowiłam dodatkowo przeczytać opis i pierwszą stronę (dla mnie to standardowa procedura). Spodobała mi się, więc wzięłam. Ponieważ jest niedługa i niezbyt duża, postanowiłam ją wziąć następnego dnia do szkoły, jeszcze pod sam koniec roku szkolnego, kiedy niewiele się już dzieje. Tak szczerze, to tak mnie wciągnęła, że czytałam nieprzerwanie przez resztę dnia - nie ważne, czy była to lekcja, czy przerwa. "Między książkami" pochłonęła mnie bez reszty, poruszając swoją prostotą, w której znalazło się jednak wiele uczuć.
   Książka opowiada o pewnym szczególnym człowieku. Można wręcz rzec, że dziwnym. Osobniku o imieniu Ajay. Prowadzi on księgarnię w malutkim miasteczku na wyspie, do której ciężko się dostać. Jest ponurym, ironicznym człowiekiem, który całkowicie oddał się literaturze po śmierci żony. Żyje sobie z dnia na dzień, często nie wylewając za kołnierz i żywiąc się wyłącznie gotowanymi daniami z mikrofalówki. Jednak jego życie wywraca się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy do księgarni ktoś podrzuca mu małą dziewczynkę, dwuletnią Maję. W dodatku, w życiu księgarza pojawia się wesoła kobieta, która zdaje się całkiem nie pasować do nowoczesnych czasów. Całą trójkę połączy zamiłowanie do książek, zwłaszcza zbiorów opowiadań i nie tylko.
   Jestem tą książkę szczerze oczarowana. Jedyną wada, jaką mogłam wynaleźć to jej pospieszny ton (choć możliwym jest, że wina leży w tym, w jakim tempie pożarłam tę lekturę) i szybki koniec. Natomiast co mi się w niej spodobało? Przede wszystkim klimat. Atmosfera. Pełna ciepła, miłości oraz zamiłowania, także smutku, żalu. Powieść Gabrielle Zevin ukazuje przyjaźń jaka zacieśnia się między ludźmi, którzy z początku mają niewiele ze sobą wspólnego. Opisuje również miłość, jej poszukiwania oraz uczucia, jakimi rodzice darzą dziecko (choćby nie było biologicznym dziedzicem). Oprócz tego, w książce znalazła się mała tajemnica... Ale czy to wszystko faktycznie kończy się happy end'em?
Wszystko to w otoczeniu przytulnej księgarni i zakurzonych tomiszczy. Autorka dzieli się opowiadaniami, które warto poznać, sprytnie wplatając je pod rękę głównego bohatera. To po prostu wyśmienita gratka dla oddanych czytelników o nieskomplikowanym guście. "Między książkami" mogę polecić każdemu. Dosłownie. Uważam, że warto ją przeczytać chociażby ze względu na poznanie Ajay'a. Jego życie pokazuje, iż każde z nas nosi na barkach pewne przyzwyczajenia oraz przeszłość. Mimo to, każdy może być szczęśliwy, jeśli tego zapragnie i odważy się poznać to uczucie. Choć odrobinę. Będziecie zaskoczeni ile emocji może się zmieścić w tak cieniutkiej książce.


Tytuł oryginału : The Storied Life of A.J.Fikry
Autorka : Gabrielle Zevin
Wydawnictwo : W.A.B.
Przekład : Łukasz Witczak
Ilość stron : 268