Każdy artysta ma swoją "kreskę", a więc styl rysowania, malowania, ogólnie - tworzenia. Jedni wolą kredki, inni pastele, a jeszcze inni grafikę komputerową. Kolejnym przykładem może być mnogość rozgałęzień jednego zawodu, na przykład architektura: wnętrz, krajobrazu, itd. Co łączy te obie rzeczy z książkami? Każdy człowiek czuje się w czymś innym lepszy. Jeśli lubimy projektować, nie zawsze musi to oznaczać tworzenie budynków, ale również terenów zieleni wokół nich. Porównując to do tego, mam na myśli również nasze upodobanie do poszczególnych gatunków literackich. Dość dziwaczne, sama przyznaję, ale prawdziwe. Ktoś lubi czytać, lecz nie oznacza to, że musi kartkować akuratnie grube tomiszcza historyczne.
Przy wyborze książki najczęściej kierujemy się opisem na tylnej okładce oraz własnymi upodobaniami, okazyjnie rekomendacjami (czy to z ust koleżanek, czy w recenzji szanowanego krytyka). Fantasta z miłą chęcią sięgnie po dzieła Tolkiena lub Rowlling, podczas gdy jego kolega woli historie wojenne. Całkiem naturalne. Podobne gusta tworzą miliony okazji do najciekawszych konwersacji na temat swoich ulubionych pozycji w świecie danego gatunku. Jednakże, wielu z nas przy wyborze następnej lektury kieruje się także swoimi własnymi doświadczeniami. Ma wyuczone pewne reguły, dzięki którym odnajduje powieści sprzyjające swoim gustom. Ja do nich nie należę. Otrzymałam ten fantastyczny dar jasnowidzenia i wierzcie mi lub nie, ale po przeczytaniu pierwszej strony wiem, czy mi się spodoba, czy nie. Mam tylko jedno zastrzeżenie - szukam oryginalności. Niby całkiem zwyczajna zachcianka, ale jakże trudna do spełnienia, o czym przekonuje się wielu z czytelników. Bo nie chodzi mi o wyuczony schemat większości małostkowych powieści, które zalewają półki pokroju "młodzieżowe" pozorując poważną literaturę. Dobrze jest mieć wprowadzenie, dobitne poznanie bohaterów (nie ważne jak melodramatyczni do bólu się zdają), rozwinięcie, przyspieszenie i zakończenie akcji. Ja zwyczajnie chcę odnaleźć coś oryginalnego po samej fabule! Ile można czytać o wampirach? Istoty te, podobnie jak wilkołaki, czy anioły, ewoluowały i ewoluują przez lata. Najpierw przybierały piękne postaci, żywiły się wyłącznie zwierzętami, kochali ludzi, żeby znów wrócić w swoje demoniczne instynkty. Nie mówię tu wyłącznie o Edwardzie Cullenie, czy "Pamiętanikach Wampirów" (gdzie serial okazał się lepszy od samej powieści). Z czystej ciekawości stanęłam ostatnio nad ową półeczką poświęconą literaturze młodzieżowej - czasami i tam człowiek znajdzie coś ciekawego. Nie znalazłam wtedy niczego, co wskazywałoby na rozwinięcie się tego gatunku. Zupełnie jakby autorzy specjalnie obracali się w tych samych kręgach, czekając na łatwe uznanie ze strony młodych ludzi, często czytających książki sporadycznie, okazjonalnie. Prawdziwie interesujące książki o podobnych zagadnieniach, jakie mogłabym z czystym sercem polecić, to "Wampiry z Morganville" (przynajmniej początkowe części, bo nagle zrobiło się ich od grona i wszystkie są praktycznie o tym samym) i "Grim" (gargulce nie zalewają jeszcze półek całymi potokami, a fabuła też niczego sobie).
Co innego, gdy autorami są ludzie dorośli, poważni, którzy swoim piórem ukazują ludzką psychikę w chwilach zagrożenia. Niestety, nie jestem na czasie z dzisiejszymi bestsellerami widniejącymi na plakatach filmowych. Świetne pozycje, o których nie potrafię zapomnieć to oczywiście popularne "Gone" oraz "Jutro". Ta pierwsza to prawdziwa anarchia, a druga to współczesna wojna, której bohaterami są młodzi ludzie. Nie ma tam zaawansowanej technologii, czytania w myślach, nadludzkich możliwości. To sprawia, iż lektury te są pociągające, gdyż przedstawiają nam pewien obraz nas samych. Zarazem boleśnie uświadamia mi, że dzisiaj podobnych perełek nie jest zbyt wiele. Czy książki o Dalekim Wschodzie muszą krążyć wokół samurajów i gejszy, bądź cesarzy? Czy te o Bliskim Wschodzie zazwyczaj nie opowiadają o poszkodowanych kobietach sprzeciwiających się woli swoich mężczyzn? I czy romans musi być o spełnionej miłości, której nikt się nie spodziewa? Książki fantasy o magii lub smokach?
Nie. Okazuje się przecież, że literatura cały czas nas zaskakuje. Wystarczy autor obdarzony niezwykle lekką, ujmującą ręką. Może nawet powtarzać schematy, lecz robi to w taki sposób, że odbiera nam resztki niechęci. Od czasu do czasu, na rynek wysypują się książki godne prawdziwego podziwu i uznania, wciągające nas w swoje fenomenalne fabuły, ciekawych bohaterów, wartkiej akcji (jedno z trzech, albo i wszystkie). Za to kocham książki. Pomimo rozczarowania, jak się dobrze poszuka - zawsze się znajdzie. O dziwo, często te niepozorne okazują się mieć w sobie najwięcej.
Yori
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz