niedziela, 6 września 2015

Głosy Panamo

    Z czym kojarzy nam się wojna? Z historią, ludzką tragedią, zagrożeniem. Ale wojny nie ma, większość z nas uważa również, że nam ona w ogóle nie zagraża. Oczywiście - wojna się skończyła, dokładnie w roku 1945, jednak to nie był koniec. Ludzie przez długie lata po jej zakończeniu walczyli o własne szczęście oraz lepsze życie. Pragnęli innego rządu, lecz nie mogli odezwać się głośno w obawie o zdrowie. Jest mnóstwo lektur, które opowiadają o podobnych czasach (jak również wojennych) i każdy, kto je czyta, zdaje sobie z tego sprawę. Ja osobiście również bardzo je lubię, ale nie do końca zdawałam sobie sprawę, że "Głosy Panamo" są opisem Hiszpanii ogarniętej dyktaturą, gdzie rząd był prawdziwym wrogiem obywatela.
    Po wielkim sukcesie "Wyznaję", pojawiła się kolejna powieść jednego z najlepszych katalońskich pisarzy. Choć przyznaję, że z Jaume Cabre spotykam się po raz pierwszy, książka, którą mam zaszczyt przedstawić, zauroczyła mnie prawie natychmiast. Między innymi, przysłużyła się do tego fantastyczna narracja - niby trzecioosobowa, ale miejscami przemienia się w pierwszoosobową, kiedy indziej jest wzruszającym listem pełnym przeszłości. "Do córeczki, której imienia nie znam". Styl pisarza jest realistyczny i barwny, dzięki czemu książkę czyta się szybko i z przyjemnością. Sama fabuła jest niezwykle rozległa, więc streszczenie jej zabrałoby mi mnóstwo czasu oraz miejsca. Dlatego streszczę się (ze smutkiem) do tych najważniejszych zagadnień.
    Pewna nauczycielka wyrusza do małej wioski w poszukiwaniu śladów przeszłości i odnajduje za tablicą pudełko po cygarach z zeszytami zapisanymi równym, drobnym pismem. Zaciekawiona, zabiera je ze sobą i poznaje świat spisany ręką znienawidzonego przez miejscowych nauczyciela. Mężczyzna pisze list do swojej córeczki, której nawet nigdy nie poznał. Kobieta, a dokładnie na imię ma Tina, staje się łącznikiem między przeszłością i jej brudami, a teraźniejszością. Wyławia wiele wojennych oraz powojennych konfliktów, których najlepiej było nie ruszać. To właśnie ten opis fabuły tak rozochocił mnie do przeczytania tej powieści. Spodziewałam się czegoś oryginalnego i wciągającego. Wcale się nie zawiodłam. Książka podzielona jest na kilku bohaterów, bo oprócz Tiny oraz jej odkryć, poznajemy samego - z pozoru - oddanemu dyktatorskiemu rządowi nauczyciela Oriola Fontellesa; głowę jednego z najbogatszych rodów w Hiszpanii Elisendy Vilabru oraz jej syna Marcela i kilku innych bohaterów, w tym burmistrza należącego do falangistów i służbę pani Elisendy. To pozwala nam oglądać dany wątek z kilku stron, szlifować go z różnych poglądów bohaterów.
    Sama Tina Bros jest bardzo fascynującą postacią. Ma problemy ze zdrowiem, synem i mężczyzną, z którym żyje już dwadzieścia lat - swoim mężem. Jest osobą upartą, stanowczą. Tylko dzięki temu znajduje ludzi, którzy jeszcze pamiętali tamte czasy i uda jej się ich przekonać, żeby z nią współpracowali. Nie odpuszcza do samego końca. Co nią kieruje? Pamięć. Stara się wyjść wszystkim tym przeciwnościom na przeciw. Spodobała mi się jako jedna z głównych, kluczowych bohaterek. Podobnie jest z Oriolem. Z początku tchórz, pozwalający na zamordowanie jednego ze swoich uczniów, wraz z rozwojem fabuły staje się kimś całkiem innym. Obserwujemy jego przemianę i chociaż nadal pozostaje tchórzem, to tchórzem odważnym. A może wcale nim nie pozostaje? Bycie gotowym na śmierć, postawienie się rządowi, nie spanie od dwóch miesięcy po nocach... czy można faktycznie nazwać to tchórzostwem? Kto w latach czterdziestych nie bał się ciągle o siebie lub swoją rodzinę, karierę? Zwłaszcza będąc rebeliantem.
   Ta książka uświadomiła mi, że wcale nie chciałabym żyć podczas wojny, ani te kilkanaście lat po niej. Moja mama i babcia opowiadały mi o czasach PRLu, próbowały mi uzmysłowić, jak strasznie niepokojące czasy to były. Pewnie co starsi to pamiętają. A ja im wierzyłam i teraz wierzę jeszcze bardziej. Wystarczył jeden donos, zwłaszcza sąsiada, że coś jest nie w porządku i... mogłeś się przeżegnać czekając na służby. Oni wpadali do domu, wyprowadzali cię, aby reszta rodziny nie zobaczyła cię już nigdy więcej. Wystarczyło mieć odpowiednie wtyki. Wystarczyło mieć pieniądze, a byłeś panem. Lub panią, jeśli miałaś piękne ciało. Elisenda miała to wszystko, łącznie z nosem do interesów i wiedziała jak to wykorzystać. Jest jedną z tych postaci, które albo polubisz, albo znienawidzisz. To na niej skupia się całe centrum. To ona porusza fabułę swoim żelaznym, toksycznym charakterem. Nic dziwnego, że była w stanie rozkochać w sobie każdego mężczyznę. Podobnie jak książka na czytelniku, potrafiła zrobić na samcu wrażenie, pociągnąć odpowiednimi sznurkami, aby dobyć swojego. W lekturze znajdziemy wątki poważne, pełne niesprawiedliwości losu i smutku. Znajdzie się zemsta, złość, wręcz wściekłość. Jedni wierzą w Boga, zwracają się do niego z nadzieją w oczach. Drudzy nienawidzą, nie gadają z takimi jak on. "Głosy Panamo" pozostawiają na języku gorzki posmak. Sama nie potrafię stwierdzić czego - żalu za tymi wszystkimi, którzy walczyli za demokrację, czy zwyczajny niedosyt. Być może tego i tego. Ja mogę tę powieść polecić każdemu, bo chociaż ma te 600 stron, to nie nudzi w żadnym momencie. Książka cię "połknie", ale nie ty ją. Fabuła powoli, choć dobitnie, odkrywa przed nami swe tajemnice. Dawno już nie czytałam czegoś równie poruszającego.
Yori.

Oryginalny tytuł: Les veus del Panamo
Autor: Jaume Cabré
Wydawnictwo: Marginesy
Przekład na j. polski: Anna Sawicka
Ilość stron: 651

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz