Wspominając w ostatnim poście o gustach, napomniałam, że rzecz często tkwi po prostu w naszych gustach. Jako początkujący fantasta, mam pełen wybór powieści o tematyce fantastycznej, która chyba nigdy mi się nie znudzi. Jednakże, idąc już do biblioteki, nie mogłam z niej wyjść bez następnej pozycji. Wydawała mi się trochę błaha, taka trochę zwyczajna. Nie wiedziałam nawet, czy przebrnę bez oporu przez te 750 stron. Na całe szczęście, ostatnio spotykam same dobre powieści, a wstęp zrobił na mnie miłe wrażenie...

Jak donoszą dzisiejsze badania, spora część populacji ma problem z nerwami. Ich zmęczenie objawia się w różnoraki sposób. Zazwyczaj się nie oszczędzamy. Mamy pracę, dom, rodzinę i musimy jakoś opłacić rachunki. Innym razem, nasza praca wymaga od nas aktywności niemal dwadzieścia cztery na dobę, przez co nie możemy sobie pozwolić na odpoczynek. Z bohaterką "Błędnych sióstr" było nie inaczej, choć ona była raczej przykładem zamkniętej w sobie, zapracowanej kobiety, która już dawno wyemigrowała ze swojej ojczyzny.
Z Polski do Stanów wygnały ją złe wspomnienia o tragedii, w której nieszczęśliwie straciła rodzinę: jej chory ojciec tragicznie zmarł, a siostra z ciotką się od niej odwróciły. Nie zaznawszy tutaj szczęścia, w nowych warunkach narzuca sobie ostrą pracę i obiecuje nigdy nie wracać do przeszłości. Nie czekając na szczęście, wcale też się taka nie czuje. Odbija się to w jej zdrowiu - morderczymi, wyniszczającymi migrenami. W takim razie... udaje się na urlop. Nie byle jaki, bo półroczny i dzięki swojej znajomej, dociera do uroczego domku w samych Karkonoszach, gdzie wreszcie może odetchnąć z ulgą.
Czytając opinie innych czytelników oraz porównując je do swoich odczuć, wszyscy jednogłośnie się zgadzamy, iż powieść ta jest przede wszystkim klimatyczna. Sprawia to bardzo sympatyczna, przyjazna dla oka narracja w pierwszej osobie. Pozwala nam to zarazem utożsamić się z Karolą - główną bohaterką, bo chociaż zdarza jej się być irytującą przez swoje wieczne niezdecydowanie, to jednak jej rozterki emocjonalne oraz stawiane sobie pytania retoryczne dotyczą chyba każdego z nas. A raczej, każdej z nas, gdyż książka pisana jest prawdziwie kobiecą ręką. Bowiem, nasza Karola w tym osamotnionym, solidnym domu, wcale nie jest sama. Nie od razu jest tego oczywiście świadoma, ale pewnego migrenowego wieczoru pojawia się rosły mężczyzna, który oznajmia: "ja tu byłem pierwszy" i cóż poradzić? Armin jest przede wszystkim tajemniczy. Nie wiem, co więcej można powiedzieć o jego starcie w powieści, ponieważ przez większą część fabuły jego pochodzenie i wszelkie dane prywatne stoją zwyczajne pod znakiem zapytania. To dodaje całości smaczku pikanterii, z jaką bohaterowie zaczynają się poznawać, a żeby nie było nudno, pani Renata Górska przypisała im wybuchowe, sprzeczne temperamenty.
Oprócz tego, na wielką pochwałę zasługują opisy. Nie tylko gór, chociaż te są naprawdę pięknie odwzorowane. Dom stoi na środku polany chętnie odwiedzanej przez sarny oraz inne zwierzątka, otoczony przez góry i lasy, czy skałki wokół których krążą ciekawe legendy. Spędzenie zimy w tym miejscu musi być naprawdę odważnym, ale też przyjemnym doznaniem. Sama wioska, położona trochę niżej polany, pełni rolę ciepłej ostoi i połączenia ze światem zewnętrznym. Karola odnajduje tam nowych przyjaciół, z którymi naprawdę się zżywa. Niestety, jej problemy same do niej wracają, przez co zaczyna żałować swoich niektórych decyzji. Próbując zapomnieć o przeszłości, nie chce wcale się z nią konfrontować, w czym przeszkadza jej siostra-skandalistka. Wtedy też wybucha afera za aferą, przed naszymi oczami znów rozegrają się dramaty z życia Karoli. Niekoniecznie tak, jak ona by tego chciała. Nie można więc powiedzieć, że pomimo tak rozległej fabuły, można się nad nią nudzić. Przyznaję jednak, że czasami potrafiła się dłużyć. Odniosłam wrażenie, jakby autorka momentami sama zastanawiała się nad fabułą i dziury te zatykała melancholijnymi przemyśleniami bohaterki. Na całe szczęście końcówka nie jest mdła, ani melodramatyczna. Karola godzi się z tym, z czym powinna w typowy dla siebie sposób. Nie odczuwamy więc przez to jakiegoś zawodu, bo chyba lepiej to się skończyć nie mogło.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia, o której niemal zapomniałam - ale streścić taką powieść wcale nie jest łatwo. Jednak jest to dość ważne, bo oprócz pewnych wątków romantycznych, spotkamy się też z czymś fantastycznym. Dom, którego progi przekroczyła Karola, ma jej do zaoferowania swoją własną obecność i tajemnice, które mogła wyjaśnić wyłącznie ona. Wizje, przeczucia obecności, czy chociażby dziwne zachowania saren nie rażą w oczy, odwracając naszą uwagę od ważniejszych zagadnień. Raczej delikatnie splatają się z fabułą, dodając jej walorów. Jakby ją dotykały i popychały dalej.
Tak więc, lektura była dla mnie bardzo przyjemna, zwłaszcza przy kubku gorącej herbaty. Chyba przygotowała mnie na nadchodzącą zimę. Pozostaje mi polecać ją innym, może też sięgnę po inne dzieła pani Górskiej. Jeżeli poprowadziła je w podobny sposób, to z pewnością stanę się jej fanką. Teraz pozostało mi wyłącznie żałować, że nie mam własnego kominka, który ogrzałby domową atmosferę podczas zimowych, długich wieczorów.
Autorka : Renata L. Górska
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Ilość stron : 750