Po dłuższej przerwie oraz chwili zaniedbania bloga, zdecydowałam się tutaj zajrzeć i wreszcie coś napisać. Przerwa nie była bynajmniej spowodowana moim lenistwem, a trudnościami z przebrnięciem "Władcy Pierścieni". W takim razie postanowiłam zabrać się za coś lekkiego, zarazem bardzo przyjemnego i coś, co niestety długo już leżało na mojej półce.
Przede wszystkim zapraszam do przeczytania recenzji pierwszej części, ponieważ m.in. będę się o nią opierała, jak również nie streszczę fabuły od samego początku. Wiemy już, iż głównym bohaterem jest Will - niewysoki chłopak, wedle Zwiadowcy Halta idealnie nadawał się na ucznia. Po pierwszych stronach książki, nie trudno zgadnąć, że mężczyzna bardzo polubił chłopca. Jednak na drodze naszego bohatera staje ważne zadanie, gdyż musi on wyjechać wraz z Gilanem (poprzednim uczniem Halta) do Celtii, aby dowiedzieć się o stanie wojsk tamtejszego króla. Całe królestwo wie, że wojna jest tuż o krok i król stara się znaleźć pomoc zewsząd.
Tak jak opisywałam w pierwszej części, książka zawiera ciekawe i pełne opisy miejsc, akcji oraz bohaterów, które bardzo ułatwiają lekturę. Z drugiej strony czułam się trochę dziecinnie, gdy autor próbował wytłumaczyć jedną sprawę przez cały rozdział. Jednocześnie obserwujemy ogromne zmiany, które zachodzą, bądź już zaszły w zachowaniu Willa i Horace'a. Oboje są uczniami już jakiś czas, a co za tym idzie - są coraz lepsi w swoich profesjach. W dodatku wyprawa z Gilnanem zapewnia im całkiem inną, ale oczywiście przyjemną formę treningów (dzięki nimi Horace dopnie czegoś naprawdę wielkiego). Mogę więc z czystym sercem powiedzieć, że druga część jest znacznie lepsza od pierwszej, tak jak istotnie podejrzewałam. Ostatnią setkę stron pochłonęłam na raz, odmawiając sobie Internetu. Zakończenie trochę zbiło mnie z tropu, a nawet zirytowało. Osobiście uważam, że stworzenie grubszej książki z dwóch tak niewielkich byłoby lepszym pomysłem. Teraz będę zmuszona kupić następną część (oczywisty chwyt).
Fabuła jest znacznie lepiej rozwinięta niż w pierwszej części, między innymi poprzez podróż bohaterów, ale sądzę, że po prostu więcej się dzieje (mimo mniejszej objętości). Szybko się bowiem okazuje, że Celtian wcale nie ma, że wycofali się na południe i król Duncan jest zdany wyłącznie na własne wojska. W takim razie Gilan wyprzedził pozostałych, chcąc dać szybką odpowiedź. Chłopcy natomiast napotykają armie wargalów - ohydnych stworzeń przypominających niedźwiedzie zmieszane z dzikami, którzy przy pomocy celtyckich górników budują gigantyczny most. To dzięki niemu złowrogie armie dotrą wgłąb kraju... Ale czy Willowi naprawdę uda się spalić most, to główne pytanie, na które nie odpowiem.
Tak więc wad jest naprawdę niewiele, albo są nieistotne. Dla mnie - osoby, która przeczytała już nie jedno fantasy, chociaż nie jest też szczególnie wybredna, to lektura idealna, chociaż lubię książki, w których trzeba nieco ruszyć mózgownicą. Mogę śmiało postawić 4/5 i pędzić po następną część, ponieważ "Płonący most" kończy się w pewien sposób smutno - trzeba po prostu czytać dalej.
Yori
Nazwa oryginału : Rangers Apprentice. The Burning Bridge.
Autor : John Flanagan
Wydawnictwo : Jaguar
Ilość stron : ok. 301
Gatunek : fantasy, przygodowe
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz