czwartek, 9 kwietnia 2015

Gildia magów

   Jeżeli miałabym przedstawić najdziwniejsze stereotypy panujące pośród czytelników, z którymi na szczęście zetknęłam się wyłącznie w Internecie, z pewnością byłoby to m.in. przekonanie o męskiej wyższości. "Oczywiście", wielu najlepszych pisarzy jest mężczyznami. Natomiast prawda jest taka, iż zawód pisarza przez wiele wieków mogli wyłącznie wykonywać mężczyźni (o ile było to uznawane za zawód). Jak wiadomo, kobiety miały całkiem inne prawa, a ich miejsce było w kuchni przy dzieciach. Stąd pisarzy w naszej historii jest stosunkowo więcej niż pisarek.
    W dzisiejszych czasach, żeby zostać naprawdę dobry, trzeba się wyróżniać - aby nie utonąć wśród innych. Kobiety zdobywały takie swoje szanse, aczkolwiek od sukcesu Stephanie Meyer są kojarzone przede wszystkim z wypisywaniem babskich powieści młodzieżowych. To dość krzywdzące, również dla samej autorki "Zmierzchu" (uwierzcie mi - filmy wszystko zepsuły). Jakby nie patrzeć, mężczyźni piszą dobre romanse (spójrzmy chociaż na Nicholas'a Sparks'a), to czemu kobiety nie mogą pisać genialnych książek fantasy? Generalnie, rzadko kiedy zwracam uwagę na autora, kiedy sięgam po nowe książki. Idąc więc za swoim instynktem, wybrałam powieść, która wydawała mi się walić fantasy na kilometry. I miałam rację. "Gildia magów" okazała się być niezwykła, nie tylko ze względu na upodobany sobie przeze mnie gatunek. 
Fantasy mają to do siebie, że zanim akcja się rozwinie, trzeba przeczytać wstęp. Wbić się w powieść. Tutaj nie było inaczej, chociaż zostało to opisane w fascynujący sposób, na dwa sposoby. Po pierwsze, obserwujemy główną bohaterkę - Soneę, dziewczynę która odnalazła w sobie moc i zaskoczyła wszystkich. Po drugie, mag który pierwszy dostrzega u niej magiczne zdolności oraz jego przyjaciele mieszkający w Gildii. A mimo to, nic nam się nie miesza - ponieważ książka potrafi naprawdę zainteresować. 
     Sonea wychowała się w slumsach, jej matka zmarła, ojciec odszedł. Wychowuje ją wujostwo. Kiedy jednak udaje im się wrócić za mury miasta, po jakimś czasie zostają wyrzuceni z powrotem w śmierdzące uliczki rządzone przez Złodziei. Dzieje się tak przez Czystki - zabiegi wykonywane przez magów na życzenie króla, żeby wyzbyć się wszystkich żebraków z miasta. Brzmi okrutnie i tak też jest. Nic więc dziwnego, że ludzie nienawidzą magów i arystokracji, która wchodzi w ich skład główny. Kiedy więc nasza bohaterka dowiaduje się kim jest, po czym ściąga na siebie uwagę Gildii, zaczyna się  przed nimi kryć, a następnie - w ogóle im nie ufa. To buduje nam opis niezależnej, ale przede wszystkim twardej dziewczyny o zdeterminowanym wyrazie twarzy. 
    Ulice są pełne nieciekawych ludzi, a podziemia Złodziei. Mimo to, Sonei przez pewien czas udaje się uciekać przed magami, którzy zmuszeni są krążyć po znienawidzonych slumsach. Mile się to czytało przede wszystkim dzięki ciekawym opisom, jak wspomniałam powyżej. Drugim powodem są też bohaterowie, a trzecim pomysłowość i fantazja autorki. Chociaż temat magii nie jest wcale taki oryginalny i nikomu nie nieznany, to jednak w każdej powieści istnieje całkiem jej inne wyobrażenie. Tutaj napotykamy wszystko w dość uproszczonej scenerii, jaką sami sobie przypominamy z dziecięcych książek - siła wewnątrz nas i pomyślenie co chcemy z nią zrobić. W sumie to chyba najmilej mnie zaskoczyło. Z czegoś tak nieskomplikowanego stworzyć miłą charakteryzację mocy magicznych, która nie jest tak trudna jak choćby rachunkowość. Być może jedną wadą w tej prostocie był dziwaczny pośpiech, albo też opacznie to zrozumiałam. Rzuca się to w oczy zwłaszcza podczas rozmów bohaterów i ich odwiedzin. Najpierw wchodzą i zamiast chwilę pogościć, zamienią kilka słów, aby następnie wyjść/zniknąć. Nieraz brakowało mi takich dłuższych dialogów. Jest to jednak książka gdzie więcej się dzieje, a nie gada. Wprawdzie w pierwszym tomie nie znalazłam walk na śmierć i życie, aczkolwiek znajdą się zawiłe zagadki, osobliwe żarciki, czy chwile zapierające dech w piersiach, kiedy budynki wybuchają, a magowie depczą ci po piętach. Myślę, że właśnie za to napięcie oraz nieustającą akcję tak polubiłam tę książkę. Nie wiem, czy mogłabym postawić coś innego niż  5/5. Byli bohaterzy, których szczerze pokochałam, byli też tacy znienawidzeni. Bardzo się więc zżyłam z ich losami i już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po kolejną część. Więc - jeżeli lubisz fantasy, bądź zaczynasz z nimi przygodę, czy też masz po prostu ochotę - to gorąco polecam, bo warto. Sądzę, że nie szybko o niej zapomnimy. Łamie to też stereotyp o pisarzach lepszych od pisarek, zwłaszcza w dziedzinie fatasy.
Yori

Oryginalny tytuł : The Magicians' Guild
Autorka : Trudi Canavan
Wydawnictwo : Galeria Książki
Ilość stron : 510
Gatunek : fantasy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz