wtorek, 8 kwietnia 2014

W Japonii, czyli domu.

Jeśli ktoś czyta moje wpisy od dłuższego czasu, bądź natknął się na mnie po raz któryś, chyba wie o mojej fascynacji Japonią. Moja tak zwana "mania", która ostatnio przeszła w stan czystej ciekawości kulturą i historią, domaga się więc kolejnej dawki informacji o Kraju Kwitnącej Wiśni. Doskonałą ku temu okazją były moje urodziny i od dobrej koleżanki dostałam właśnie książkę o takiej tematyce.

W Japonii, czyli domu to książka biograficzna (nie posiada fabuły) napisana przez Rebeccę Otowa - Amerykankę, która przeprowadziła się do Japonii.
Książka pomimo zaledwie 180 stron, przedstawia Japonię, a zwłaszcza społeczeństwo japońskie, z całkiem innej perspektywy niż większość otaku uważa. To spojrzenie oczami gajina na świat do którego wepchnął się na własne żądanie i do którego tak trudno jest się dopasować. Czytając tę książkę poczułam się jakby ktoś oblał mnie kubłem zimnej wody, ale co dziwne, wcale mnie to nie zniechęciło to tworzenia dalszych planów w przyszłość, związanych ze studiami filologii japońskiej.
Rebecca przybyła do Japonii jako studentka w 1976 roku. Japonia wyglądała znacznie inaczej niż teraz, była przede wszystkim jeszcze krajem niechętnie idącym za zmianami, wolała dalej opierać się na tradycji, która dzisiaj powoli zanika. Młodzież nie farbowała jeszcze włosów, przez co jak każdy "obcy" Rebecca wyróżniała się wzrostem oraz kolorem włosów. Opisuje jak bardzo było jej ciężko przezwyciężyć samotność, która nie chciała na długo jej opuścić, bo nawet po wyjściu za mąż miała z nią problem. Ale to nie wszystko, ponieważ młodziutka studentka poznała swojego przyszłego męża - o ironio - który pochodzi z liczącej sobie wieki rodziny Otowa. Domek do którego się przeprowadzają jest miejscem o który dbało kilkanaście pokoleń w tył, co z resztą wyraźnie widać.
Musimy sobie zatem wyobrazić ten pełen bólu czas, kiedy ta dziewczyna musiała podporządkować się teściowej, kiedy musiała nauczyć się niezrozumiałej tradycji i zawsze się uśmiechać, czy być potulną jak baranek. Opisując ten czas wprowadza nas w tajniki japońskiej kultury, opisując wszystko po kolei i - bardzo dokładnie. Dzięki temu mamy szansę wyobrazić sobie ile trudu musiała władować w maniery, kuchnię, problemy z dialektem, którego nie zrozumiała i wieloma innymi sprawami, często śmiesznymi, bądź bardzo delikatnymi (jak dogadanie się z sąsiadami, bądź nauka przygotowywania potraw na pogrzeb); co więcej, przy opisywaniu piękna nie brakło również jej trzeźwej krytyki. Nie bała się pisać o zagubionym, zamkniętym społeczeństwie Japończyków, albo domu pełnym przeciągów i smutnych obowiązków (na przykład wymianą tradycyjnych, zasuwanych drzwi shoji, które trzeba umieć wyczyścić po zimie spędzonej w składziku). To czyta rzeczywistość, nie podrasowana historia na rzecz czytelników.
Spodobał mi się w miarę przejrzysty język pani Rebecci. Widać, że trzydziestolecie spędzone w Japonii odcisnęło na niej swoje piętno. Zauważa rzeczy, które ciężko jest dostrzec ludziom z Zachodu, ale nadal zostaje bardzo otwartą osobą, co jest niezrozumiałe dla Japończyków. To trudne być pomiędzy, z resztą również to odczytujemy z książki. Wiemy na prawno, że lubiła pisać tą książkę - raz wydaje się być nastój bardzo melancholijny, a później czytamy pełne buntu kłótnie z teściową. Nie mówię, że to źle! Po prostu ten charakter nadaje książce pewną zaletę. Nie wiemy w końcu czy Japonia jest krajem "złym", czy "dobrym". Jestem przekonana, że sama się o tym kiedyś dowiem, ponieważ zależy mi na zwiedzeniu tego kraju... Co do wszystkim innych czytelników, jestem pewna jednego. Istotnie jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników tego dziwnego odległego kraju. Jeśli jednak nie interesuje Cię taka tematyka, to spokojnie możesz sobie odpuścić, chociaż... Jest to temat sprzeczny. Powiem tak: książka zawiera dużo ciekawostek i jest doprawdy ciekawa. Zachęcam ją do kupienia, aczkolwiek ciągły monolog o codzienności może znudzić poszukiwaczy mocnych wrażeń w literaturze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz