sobota, 26 listopada 2016

Brudne ulice nieba

Przywykliśmy do wyidealizowanego wizerunku Nieba. Nie tylko Boga, ale również aniołów, Jego posłanników. Przecież reprezentują sobą samo dobro, prawda? Jasne, jest to całkiem logiczne, skoro żyją sobie w raju, gdzie nie dotyczą ich brudne, ziemskie sprawki. Ale co się dzieje z tymi, którzy żyją wśród nas, wśród tego całego brudu i sądzą nasze dusze?


   Bardzo lubię tematy związane z wszelką religijnością, chociaż należę do osób ufających raczej logice, niż wierze. Być może to wina mojego zainteresowania mitologią, mistycznością i legendami? Nic więc dziwnego, że sięgnęłam po tę właśnie, a nie inną książkę. Wybór miałam co prawda niewielki, ale czułam "to będzie dobre!". Jakoś szczególnie się nie pomyliłam, bowiem Brudne ulice nieba otwiera przed nami świat nie różniący się od naszego. Z jedną różnicą - główny bohater jest aniołem-adwokatem. Po śmierci człowieka, toczy sąd z diabłem o duszę, która ma powędrować albo do Nieba, albo do Piekła. Opisuje nam wszystko to, co aniołki i diabełki chcą chować za kurtyną.
   Problem niestety jest taki, że Bobby Dollar sam do końca nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Ma zbyt wiele pytań i żadnej odpowiedzi. Boga przecież nie widział, a całe to działanie Niebiańskiego Raju jest mocno naciągane - nawet dla głównego bohatera. Autor postarał się o pozytywny styl narracji pierwszoosobowej. Bobby jest prostym facetem o realistyczny, nieco sarkastycznym podejściu do życia. Żyje sobie na Ziemi, pośród innych adwokatów i nieświadomych niczego śmiertelników. Do czasu, aż jedna z dusz, nad którymi ma przebiec sąd, zwyczajnie znika. Chyba nie muszę mówić, że dla obu stron - Nieba i Piekła - jest to zupełnie nie do pomyślenia? Przecież wszystko musi chodzić jak w zegarku! W poczuciu zagrożenia, nawiązują bardzo kruchy rozejm. Jak to jednak bywa, nie wszyscy się do niego stosują. Nasz bohater szybko wpada w ciąg nieprzyjemnych zdarzeń, z którymi niebo nieszczególnie chce mu pomóc. Pojawiają się sami księcia piekieł, przepiękne diablice i zbyt potężne, gorejące potwory, (o zgrozo) odporne nawet na srebro. 
  Fabuła jest porządna i rozległa. Przez to momentami bywa męcząca, albo wręcz nudna. Całe szczęście, wyłącznie tymi momentami. Akcja jest, dynamika również. nie obejdzie się bez pościgów (samochodami i nie tylko), broni i strzelanek. Jeśli mam być szczera, to książka jest dość męska. Miesza się także z gatunkiem kryminału, który jest mi zupełnie obcy i niekoniecznie przeze mnie lubiany. Mimo wszystko, bardzo mile spędziłam czas przy tej książce!
  Przede wszystkim humor - bezbłędny. Bobby Dollar okazał się świetnym narratorem. Tyle ile wie, stara się nam wytłumaczyć. Wszystko inne ginie w natłoku pytań, które po kolei rozwijają się w odpowiedzi. Odniosłam jednak wrażenie, że wiele z nich zostało wyłożone nam pod nos w jak najprostszej formie i zabrakło mi elementu, w którym sama mogłabym pogłówkować czemu jest tak, nie inaczej. Również wszelkie moje przypuszczenia okazały się trafne, przez co fabuła nie okazała się jakaś niezwykle ekscytująca. Co nie znaczy, że zakończenie było słabe. Wręcz przeciwnie. Autor trzyma nas w niepewności do samego końca, dzięki czemu książkę zwyczajnie chce się skończyć. Mile zaskoczyła mnie jednak bohaterka o polskich korzeniach.
  Brudne ulice nieba jest idealną pozycją dla spragnionych akcji, bądź zwyczajnie brakuje komuś charyzmatycznego bohatera. Niestety, mi ta pozycja (pomimo zachwytu) szła opornie i zastanowię się, czy do niej powrócę. Chętnie przeczytam następną część, ale obawiam się, że szybko o tej powieści zapomnę. 


Tytuł oryginału : The Dirty Streets of Heaven
Autor : Tad Williams
Wydawnictwo : Rebis
Przekład : Janusz Szczepański
Ilość stron : 488

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz