Czytelnicy różnią się od siebie tak samo, jak każdy z nas od innego człowieka. Wśród nas znajdują się wielbiciele romansów, fantastyki, kryminałów i wszystkich innych gatunków. Ale znaczna większość czyta różne powieści - akurat to, na co ma ochotę. Skoro jestem dziewczyną, to wcale nie znaczy, że mają mi się podobać typowo kobiece książki. Zwłaszcza, jeżeli przedstawiają sobą raczej niszowe miłostki.
Wstęp zabrzmiał, jakbym co najmniej usprawiedliwiała swoją ocenę, o której mam zamiar się rozpisać. Na szczęście, wcale nie miałam, ani nie mam zamiaru tego robić. Jak się bowiem okazało, ta bardzo obiecująca lektura okazała się być bardzo przeciętną lekturą. Mojemu rozczarowaniu nie ma końca. Ale najpierw poznajmy główną bohaterkę Twyllę - dziewczynę, która zabija samym dotykiem. Brzmi nieźle, prawda? I tak jest. Początek książki jest oryginalny i wciągający, z każdym rozdziałem czułam, że "to jest to!". Twylla jest córką zjadaczki grzechów, czyli kobiety, która przy obrzędzie pogrzebowym zjada ludzkie grzechy pod postacią jedzenia. Każda potrawa oznacza inne przewinienie. Jej córka musi się wszystkiego dokładnie nauczyć, aby zająć jej miejsce, gdy ta już umrze. Niestety, królowa prędzej upatrzyła ją sobie na własną tajemną broń i Twylla zostaje Daunen Wcieloną - córką samych bóstw, której nie da się otruć, ale ona sama, za pomocą swojego dotyku, potrafi zabijać. To sprawia, że jest bardzo samotną istotą, której nie można być całkowicie samodzielnej. Jeżeli ktokolwiek ją dotknie, pada w kilka minut otruty na śmierć. Świadoma tego, sama unika innych ludzi. Staje się istną maszyną do zabijania na rzecz niemiłosiernej, samolubnej królowej. Jej przyszłość zależy wyłącznie od niej i w przyszłości poślubi jej syna, czyli księcia. To zdejmie z niej klątwę, aby mogła zostać następną królową.
Twylla jest przedstawiona jako, na pozór, zwyczajna dziewczyna, która lubi haftować, śpiewać (co z resztą świetnie jej wychodzi) i dumać nad najróżniejszymi rzeczami. Jej życie wydaje się być raczej nudne, a jedynym zmiennym elementem są jej strażnicy. Jeden z nich - Daeg jest kimś w rodzaju jej przyjaciela, jednakże drugi strażnik zmienia się co chwila, gdy nie wytrzymuje całej tej odpowiedzialności za bezpieczeństwo dziewczyny, która przez pomyłkę może go zabić. W ten sposób pojawia się Lief - przystojny młodzieniec zza granicy. Traktuje on Twyllę jak równą sobie i wcale nie boi się jej nadnaturalnych zdolności. Zdobywa jej zaufanie i coś więcej...
Niestety, tu fabuła się psuje, czyli gdzieś w połowie książki. Przyznaję, iż samo zakończenie wcale nie było złe, a wręcz przeciwnie. Autorka bardzo zgrabnie zakończyła powieść. Zastanowiłabym się raczej nad zachowaniem głównej bohaterki oraz jej ukochanego. Gdy tylko się okazuje, że cały dwór został uwikłany w spiski królowej, a Twylla wraz z nim, czuje się zdradzona i bardzo zagubiona. Nic w tym dziwnego, lecz jej przemiana zdaje się podążać w przeciwnym kierunku. Irytująca, użalająca się nad sobą i raczej... tępa dziewczyna, szuka wyłącznie okazji do zatopienia się w ramionach ukochanego. Aż dziw, że przez tyle czasu nikt ich nie nakrył! Ich miłość zdaje się być powierzchowna, działająca na zasadzie pięknych oczu i zaufania, które i tak jest na pokaz. Niestety, chociaż jest to debiutancka powieść autorki, muszę jej zarzucić, iż sceny miłosne były mało ciekawe, wręcz mdłe (jak cała relacja bohaterów). Na całe szczęście - jak już wcześniej napisałam - koniec jest zaskakująco dobry, jak na tak dziwaczną drugą połowę.
Nie jestem zachwycona "Córką zjadaczki grzechów", ale ciężko mi stwierdzić, czy faktycznie żałuję tej lektury. Połowa z niej była naprawdę miłą przygodą, zwłaszcza jak na debiut. Być może mam już wyrobiony smaczek, skoro czytuję bardziej zawiłe fantastyki, albo też minął czas, gdy z miękkim sercem leciałam na taki rodzaj zauroczenia między bohaterami. W wielu komentarzach widziałam zachwycone opinie dziewcząt. Ja sama głęboko bym się zastanowiła, przed poleceniem jej komuś wymagającemu lub mającemu dość mdłych melodramatów.
/Yori
Tytuł oryginału : The Sin Eater's Daughter
Autorka : Melinda Salisbury
Wydawnictwo : Zielona Sowa
Przekład : Michał Kubiak
Ilość stron : 361
(Pierwsza część trylogii)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz