sobota, 3 października 2015

Córka zjadaczki grzechów

    Czytelnicy różnią się od siebie tak samo, jak każdy z nas od innego człowieka. Wśród nas znajdują się wielbiciele romansów, fantastyki, kryminałów i wszystkich innych gatunków. Ale znaczna większość czyta różne powieści - akurat to, na co ma ochotę. Skoro jestem dziewczyną, to wcale nie znaczy, że mają mi się podobać typowo kobiece książki. Zwłaszcza, jeżeli przedstawiają sobą raczej niszowe miłostki.


    Wstęp zabrzmiał, jakbym co najmniej usprawiedliwiała swoją ocenę, o której mam zamiar się rozpisać. Na szczęście, wcale nie miałam, ani nie mam zamiaru tego robić. Jak się bowiem okazało, ta bardzo obiecująca lektura okazała się być bardzo przeciętną lekturą. Mojemu rozczarowaniu nie ma końca. Ale najpierw poznajmy główną bohaterkę Twyllę - dziewczynę, która zabija samym dotykiem. Brzmi nieźle, prawda? I tak jest. Początek książki jest oryginalny i wciągający, z każdym rozdziałem czułam, że "to jest to!". Twylla jest córką zjadaczki grzechów, czyli kobiety, która przy obrzędzie pogrzebowym zjada ludzkie grzechy pod postacią jedzenia. Każda potrawa oznacza inne przewinienie. Jej córka musi się wszystkiego dokładnie nauczyć, aby zająć jej miejsce, gdy ta już umrze. Niestety, królowa prędzej upatrzyła ją sobie na własną tajemną broń i Twylla zostaje Daunen Wcieloną - córką samych bóstw, której nie da się otruć, ale ona sama, za pomocą swojego dotyku, potrafi zabijać. To sprawia, że jest bardzo samotną istotą, której nie można być całkowicie samodzielnej. Jeżeli ktokolwiek ją dotknie, pada w kilka minut otruty na śmierć. Świadoma tego, sama unika innych ludzi. Staje się istną maszyną do zabijania na rzecz niemiłosiernej, samolubnej królowej. Jej przyszłość zależy wyłącznie od niej i w przyszłości poślubi jej syna, czyli księcia. To zdejmie z niej klątwę, aby mogła zostać następną królową.
    Twylla jest przedstawiona jako, na pozór, zwyczajna dziewczyna, która lubi haftować, śpiewać (co z resztą świetnie jej wychodzi) i dumać nad najróżniejszymi rzeczami. Jej życie wydaje się być raczej nudne, a jedynym zmiennym elementem są jej strażnicy. Jeden z nich - Daeg jest kimś w rodzaju jej przyjaciela, jednakże drugi strażnik zmienia się co chwila, gdy nie wytrzymuje całej tej odpowiedzialności za bezpieczeństwo dziewczyny, która przez pomyłkę może go zabić. W ten sposób pojawia się Lief - przystojny młodzieniec zza granicy. Traktuje on Twyllę jak równą sobie i wcale nie boi się jej nadnaturalnych zdolności. Zdobywa jej zaufanie i coś więcej...
    Niestety, tu fabuła się psuje, czyli gdzieś w połowie książki. Przyznaję, iż samo zakończenie wcale nie było złe, a wręcz przeciwnie. Autorka bardzo zgrabnie zakończyła powieść. Zastanowiłabym się raczej nad zachowaniem głównej bohaterki oraz jej ukochanego. Gdy tylko się okazuje, że cały dwór został uwikłany w spiski królowej, a Twylla wraz z nim, czuje się zdradzona i bardzo zagubiona. Nic w tym dziwnego, lecz jej przemiana zdaje się podążać w przeciwnym kierunku. Irytująca, użalająca się nad sobą i raczej... tępa dziewczyna, szuka wyłącznie okazji do zatopienia się w ramionach ukochanego. Aż dziw, że przez tyle czasu nikt ich nie nakrył! Ich miłość zdaje się być powierzchowna, działająca na zasadzie pięknych oczu i zaufania, które i tak jest na pokaz. Niestety, chociaż jest to debiutancka powieść autorki, muszę jej zarzucić, iż sceny miłosne były mało ciekawe, wręcz mdłe (jak cała relacja bohaterów). Na całe szczęście - jak już wcześniej napisałam - koniec jest zaskakująco dobry, jak na tak dziwaczną drugą połowę. 
Okładka książki Córka Zjadaczki Grzechów    Nie jestem zachwycona "Córką zjadaczki grzechów", ale ciężko mi stwierdzić, czy faktycznie żałuję tej lektury. Połowa z niej była naprawdę miłą przygodą, zwłaszcza jak na debiut. Być może mam już wyrobiony smaczek, skoro czytuję bardziej zawiłe fantastyki, albo też minął czas, gdy z miękkim sercem leciałam na taki rodzaj zauroczenia między bohaterami. W wielu komentarzach widziałam zachwycone opinie dziewcząt. Ja sama głęboko bym się zastanowiła, przed poleceniem jej komuś wymagającemu lub mającemu dość mdłych melodramatów.
/Yori

Tytuł oryginału : The Sin Eater's Daughter
Autorka : Melinda Salisbury
Wydawnictwo : Zielona Sowa
Przekład : Michał Kubiak
Ilość stron : 361
(Pierwsza część trylogii)

Malowany człowiek

    Człowiek ma kilka instynktów, które czasami dopuszcza do głosu. Wśród nich znajduje się uczucie, które znamy wszyscy - strach. Jednych zamyka w kleszczach znieruchomienia, innych znowuż zachęca do działania. Tylko co począć, gdy boi się cała ludzkość?


   Noc - w większości - oznacza dla nas odpoczynek i jest nieodłączną formą naszego życia. Mamy przecież elektryczność, więc nic nam nie grozi. Inaczej muszą żyć ludzie, którzy co noc chowają się w swoich domach, za bezpiecznymi kręgami runów, żeby nie zostać pożartym przez Otchłańce. Co noc wyłaniają się z kłębów mgły, aby polować. Kiedyś było inaczej - potrafiliśmy z nimi walczyć, lecz przez własną arogancję straciliśmy pewne zdolności.
Okładka książki Malowany człowiek: Księga I   Arlen to chłopak z pozoru zwyczajny, chętny do pomocy i zabaw. Mieszka wraz z rodzicami w niewielkiej wiosce. Od urodzenia jest nauczony żyć w strachu przed nocnymi demonami, jednak cały jego światopogląd ulega zmianie, gdy w wiosce pojawia się nowy Posłaniec. Ragen to mądry i doświadczony mężczyzna, który przekonuje Arlena, że poza bezpiecznymi runami istnieje jeszcze kawał świata. Potem przydarza się jeszcze jeden wypadek, który przekonuje go, że w dzisiejszych czasach nawet mężczyźni nie są na tyle odważni, by walczyć o bezpieczeństwo własnej rodziny oraz lepsze życie. Postanawia więc sam zostać Posłańcem i krążyć po całym państwie z rozkazu króla, aby rozwozić żywność, listy oraz zabawiać wieśniaków, pomimo niebezpieczeństwa płynącego z obecności demonów. Leesha to dziewczyna bardzo delikatna i wrażliwa, która bierze swoją przyszłość jako wyśniony, idylliczny sen. Mieszkając z toksyczną matką, chce jak najszybciej wydostać się spod jej pazurów. Niestety, los nie jest dla niej łaskawy. Gdy ukochany niszczy jej opinię w wiosce "niewinnym" kłamstwem, postanawia się sprzeciwić losowi i zostaje uczennicą wioskowej czarownicy. Staruszka wprowadza ją w tajniki ziołolecznictwa, ucząc przy okazji życia. To zmienia dziewczynę, która postanawia podjąć naukę w wielkim mieście. Natomiast trzecim bohaterem jest Rojer - najmłodszy z nich. Po tragicznej śmierci rodziców trafia pod wychowanie minstrela słynącego ze swojego wspaniałego głosu. Niestety, mężczyzna z wiekiem popada w nałogi i chłopak musi nielegalnie zarabiać na ich dwoje, jednakże jego wrodzony talent oraz miłość do gry na skrzypcach chroni go przed kłopotami.
    Osobiście bardzo lubię książki, które łączą się co nieco z psychologią, a raczej psychologicznym profilem bohaterów. Przedstawiają one niejako nas samych: co ludzie potrafiliby zrobić podczas zagrożenia na dużą skalę? I jak wtedy się zmieniają? Istnieją najróżniejsze podobne sytuacje, choćby wojny, a nawet nieznaczne rodzinne sytuacje. W tym przypadku mamy do czynienia z czymś znacznie gorszym - prawdziwym wytworem piekieł, istotami z ludzkich koszmarów. Narracja "Malowanego człowieka" nie jest czymś, co mogłoby rzucić na kolana. Nie na pierwszy rzut oka. Jednakże pełne szczegółów opisy Otchłańców przedstawiają nam szereg demonów, które z zapalczywą radością rzucają się na niewinne ofiary, które nie zdążyły ukryć się w bezpiecznych kręgach. Drugą fantastyczną rzeczą są sami bohaterzy oraz ich przemiany. Arlen staje się zaprzeczać wszystkim normom znanych nam w powieści mężczyzn, poza Posłańcami oczywiście, dlatego tak doskonale nadaje się do ich roli. Leesha wykazuje się największą zmianą charakteru: z nieporadnej, grzecznej dziewczynki zmienia się w kobietę, którą musi szanować cała wioska.
    Książka wywarła więc na mnie ogromnie miłe wrażenie i już zaczynam szukać kolejnych części. Powieść ma klimat i potrafi poruszyć wyobraźnią, a to ogromna zaleta. Oprócz tych wszystkich zalet nie doszukiwałam się niestety wad. Zostałam wciągnięta przez fabułę i trochę ze wstydem przyznaję, iż po raz pierwszy od dłuższego czasu nie potrafiłabym opisać jej obiektywnie. Być może naprawdę jest tak dobra, albo zwyczajnie mnie zauroczyła. Kwestia gustu. W każdym razie, "Malowanego człowieka" mogę polecić szczerym sercem i z niezrównanym zapałem. Wiem, że książka ta osiądzie u mnie na wyjątkowej półce. 
/Yori

Tytuł oryginału : The Painted Man
Autor : Peter V. Brett
Wydawnictwo : Fabryka Słów
Przekład : Marcin Mortka
Ilość stron : 500
Cykl : Cykl demoniczny