Nie mogąc wyjść z dołka egzystencjalnego, zabrałam się za zalegające na półkach książki. Przeczytałam te stare, odłożyłam nowe i... zajęłam się tymi z biblioteki, jeszcze nią pachnącymi. W sumie, to sięgnęłam po pierwszą lepszą. Po - jak sama ujęła autorka - sentymentalnym tytule "Żegnaj kochanku" spodziewała się dobrego, lekkiego romansu. Niestety, wyszłam z motyką na słońce. Trudno jest mi opisywać książkę, która mi się nie spodobała. Zamiast gorących tematów miłosnych, dostałam kobietę ze złamanym przez nieszczęśliwą miłość sercem - Matyldę oraz wątek pewnej grubszej afery wokół znanej gwiazdy, Lilany W. i jej córki. Sama fabuła jest według mnie ciekawa, lecz sposób w jakim przedstawiła ją autorka, skutecznie mnie odtrącił. Mimo to jest kilka cennych zalet, które również chciałabym przedstawić.
Sama bohaterka jest dość irytującą postacią, która sama nie wie, czy kocha owego tytułowego kochanka, czy też nie. W dodatku jest zazdrosna o byłego narzeczonego. Wraz z nim oraz Bianką (córką Liliany), Kamilem i czwórką Niemców udaje się w podróż do... Wietnamu. I tutaj powód, dla którego w ogóle kończyłam tę powieść - Zofia Mossakowska idealnie oddała tamtejszy klimat. Ba! To za mało powiedziane. Pełne opisy, czy też znajomość tamtejszych krajobrazów, ludzi, pracy, kultury... znajdziecie tam wszystko. Nie tylko rzeczy piękne. Ku moim oczekiwaniom, podróż ta nie była dla bohaterów żadnych rajem. Każde z nich otrzymało tę wycieczkę od anonimowego darczyńcy. Przekonani, że nie jest to kawał ani ukryta kamera, zwiedzają biedny, brudny i upalny kraj. Podąża za nimi widmo głodu, biedoty, socjalizmu. A jednocześnie odnajdują w tych niskich Wietnamczykach szczęśliwych ludzi pełnych życia i chęci.
Nie licząc głównej bohaterki, cała reszta naprawdę przypadła mi do gustu, zwłaszcza niska, podobna do Azjatki Bianka, która ma za sobą nieudaną próbę samobójczą. Nie dogaduje się z matką tak, jakby obie tego chciały. Ciągle obserwowane przez media, mają tego serdecznie dość. Zwłaszcza córki Liliany. Ich "samobójstwo" miało być sprzeciwieniem się nazywania ich matki dziwką. Teraz dziewczyna cierpi. Pozostaje milczącą Polką trzymającą się na uboczu, dopóki nie zagaduje ją denerwujący Matyldę Kamil. Natomiast jej były narzeczony (Matyldy) - Madej - jest spokojnym, opiekuńczym facetem, którego zdradziła z jego przyjacielem. Kobieta zdaje sobie sprawę z popełnionych błędów i chwała jej za to. Książka opisuje jej wewnętrzną walkę z tęsknotą do ukochanego Miszy, a pokonaniem tej "słabości". To też ważny, całkiem wciągający element. Co więc tak bardzo zgrzytało mi między zębami, że śmiem nazywać to dzieło zwyczajnie... nudnym?
Książka nie potrafiła mnie wciągnąć. Odniosłam wrażenie, iż jest jedynie monologiem autorki. Wolała bardziej opisywać, niż rozpisywać. Streściła nam historię każdego bohatera, koncentrując się właśnie na Matyldzie i Biance. Samo zakończenie było dla mnie dziwaczne, niewiele wyjaśniło, bądź też czegoś nie zrozumiałam. To przez skakanie: raz będziemy pisać o tym, później o tym. Nie raz musiałam się skoncentrować na tym co czytam, chociaż nie miałam na to ochoty. Między kartkami dostrzegłam też trochę filozofowania. Być może, jest w tym również moja wina, gdyż nastawiłam się na coś innego. Zwłaszcza po przeczytaniu streszczenia na odwrocie. Tam jest to tak ładnie streszczone. Szkoda tylko, że już się zniechęciłam po pierwszych stronach... Z drugiej strony, taki też może być styl tej autorki, z którą spotykam się po raz pierwszy. Zanim jednak poznam Ją bliżej, chyba zastanowię się dwa razy.
Yori
Tytuł : Żegnaj Kochanku
Autorka : Zofia Mossakowska
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Ilość stron : 424

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz