piątek, 5 czerwca 2015

Gladiatorka

    Trudno jest nam dzisiaj wyobrazić sobie życie bez telewizora - przynajmniej większości z nas. Więc co takiego robiono, gdy jej nie było? Gdy nie mogliśmy oglądać ulubionych programów, oglądać teledysków i przypatrywać się kolejnej konfrontacji między politykami? Jakby nie patrzeć, nie są to czasy szczególnie dawne. Wtedy była prasa. A co robili ludzie, gdy nie mieli ani telewizji, ani prasy? Chodzili na szczególne występy na arenie. Nie dla sztuki, lecz dla krwawej jatki, która rozgrywała się na brudnym piachu. Dla nich było to śmieszne, ale dla ludzi, którzy zapewniali im tę rozrywkę - już nie. Mówię oczywiście o gladiatorach, niewolnikach lub jeńcach zmuszanych do walk o życie.
Okładka książki Gladiatorka     Jest wiele dzieł, które przybliżają nam ten niezwykle rozległy temat. Chyba jednym z najsłynniejszych jest film "Gladiator". Jednak dla tych, którzy wolą coś przeczytać, mogę zaproponować żeński odpowiednik - "Gladiatorkę". Już po samym tytule można odgadnąć o czym dokładnie się rozpisuje autor: o okrutnym świecie kobiet, które wpierw są poniżane i ćwiczone na maszynę do zabijania, aby następnie stanąć oko w oko z przeciwniczką. Wtedy walczą. Jeśli zachwycą publiczność, ktoś może je oszczędzić od śmierci, ale jeśli zobaczą kciuk w dół, to znaczy... pożegnanie się z życiem.
    Książkę tę znalazłam w centrum taniej książki, gdzie zajrzałam po raz pierwszy. Okazja była niezwykła, ale nie znalazłam też czegoś ciekawszego. Powieść długo leżała na półce, zanim sobie w ogóle o niej przypomniałam i jest o tyle specyficzna, że jeśli usiądziesz - to nie będzie mógł się oderwać dopóki akcja trochę nie zwolni. Po raz pierwszy spotkałam się też z tak obiektywnym opisem głównego bohatera (w tym przypadku bohaterki), którą jest młodziutka Spartanka Lysanda. Była dumną kapłanką Ateny i - jak każdy Sprtanin - została wytrenowana na idealną wojowniczkę. Pomimo wielu zalet, ukazane zostały również jej wady. Zwłaszcza arogancja, która potrafiła doprowadzić człowieka do białej furii. Dziewczyna trafia w ręce Lucjusza Balbusa - mężczyzny, który rządzi jedną z najlepszych szkół gladiatorek w Rzymie. Tam szybko zostaje zmuszona do treningów, gdyż zapowiada się jako jedna z jego najlepszych zdobyczy. Jej wytrwałość oraz zdolności zostają zauważone przez trenerów i inne koleżanki. Wśród nich pojawiają się też tacy, którzy szczerze jej nienawidzą i tacy, którzy nie mogą się jej oprzeć. Natomiast sama Lysandra pokazuje niezłomnego ducha oraz wielką determinację, gdy wreszcie odnajduje sens w walkach ku chwale swojej bogini Anety.
    Świat przedstawiony jest stworzony jako idealne tło dla rozgrywającej się w książce akcji. Zafascynowanie autora udziela się również nam i zupełnie nie interesuje go, że ktoś może nie lubić Dawnym Rzymem i Grecją, a ja jestem tego najlepszym przykładem. Chociaż jestem zwolenniczką mitologii wschodnioazjatyckiej, nie mogłam oderwać wzroku od kartek. Najbardziej zachwyciły mnie chyba same walki. Dobrze i cierpliwie rozpisane (w dodatku liczne). W takich momentach czułam się, jakbym ja również siedziała wśród wyjącej publiczności - ponieważ napięta atmosfera i wybuchające konflikty między Spartanką, a jej znienawidzoną przeciwniczką Soriną, są największą przynętą. Sami bohaterowie też zachwycają. Są przedstawieni żywo, choć jednocześnie dość krucho. Autor stawia nas przed okrutnym faktem śmierci, każde nam się pogodzić ze stratą wielu wspaniałych bohaterów. Bo arena nie była dla mięczaków, nieraz po prostu wygrało szczęście. Tamten świat jest niesprawiedliwy, wręcz okrutny. Niestety, Lysandrze przyjdzie się zmierzyć nie z wrogami nie tylko na zakrwawionym piachu, z mieczami w dłoniach. Dostrzeże wreszcie głębię własnych uczuć, gdy wyzna miłość swej kochance i zrozumie, że nigdy już nie będzie tą samą osobą co niegdyś, ponieważ pewien trener zemści się na niej w najgorszy dla kobiety sposób.
    Całą książkę oceniałabym naprawdę wysoko, gdyby koniec tak bardzo mnie nie zawiódł. Spodziewałam się prawdziwej walki, wreszcie nasza bohaterka miała szansę do "wspaniałej" zemsty. Kiedy jest już tego bardzo bliska, wszystko kończy się w naprawdę dziwaczny sposób, chociaż nie nazwałabym go złym. Poczułam się po prostu zaskoczona. Oprócz tego, książka pozostawiła jakiś gorzki posmak na języku. Może to niedosyt? Sama nie wiem. Jednak oceniam ją bardzo pozytywnie i żałuję, że nie ma kolejnej części. Z pewnością pieniądze na nią wydane nie poszły w błoto.
/Yori

Oryginalny tytuł : Gladiatrix
Autor : Russell Whitfield
Wydawnictwo : Bullet Books
Ilość stron : 530 (z przypiskiem autora)
Gatunek : dramat, przygodowe
(powieść miesza w sobie wątki historyczne z fantastycznymi)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz