Po chwilowej przerwie w czytaniu powieści z działu "młodzieżowe", znów postanowiłam tam zajrzeć. Sięgnęłam po pierwszą lepszą książkę, jaka nasunęłam mi się w ręce. Kupiłam ja kilka lat temu w prezencie bliskiej osobie, ponieważ streszczenie na okładce zapowiadało całkiem przyjemną lekturę. Przede wszystkim lubię czasy, gdy kobiety nosiły gorsety i/lub żyły w minionych epokach. Mroczny sekret ma nam do zaoferowania właśnie epokę wiktoriańską. Akcja toczy się w zielonej Anglii, gdzie pogoda jest równie kapryśna jak dziewczęta uczące się w szkole Spence, gdzie również edukacje zaczyna główna bohaterka - Gemma Doyle. Została wychowana w Indiach, przy kochających rodzicach oraz dobrych opiekunach. Niestety, pech (a raczej złe moce) chciały, żeby matka Gemmy zostaje zamordowana.
Sam początek książki był dla mnie niejakim rozczarowaniem. Narracja jest całkiem znośna, lecz płytka, podobnie jak opisy. Są dokładne aczkolwiek pełne pastelowych kolorów i spojrzenia poprzez różowe okulary. Na szczęście fabuła toczy się dalej. Gdy panna Doyle dociera do Spence, otacza nas ponura, wilgotna atmosfera. Dziewczyna czuje się przygnębiona i zagubiona, a do tego nękają ją dziwaczne wizje. Nie wie skąd się one wzięły, ani tym bardziej czym są dziwaczne cienie, które ją śledzą. Sama szkoła, co ciekawe, nie jest uosobieniem najgorszego zła. Nawet dyrektora i nauczycielki łamią stereotypy - są wymagające, lecz potrafią w razie potrzeby pomóc uczennicą. To było miłe zaskoczenie zarówno dla bohaterki, jak i dla mnie, czytelnika. Gemma wśród wielu uczennic odnajduje dziewczynę, z którą mieszka w pokoju. Ann jest ponura, a jej uroda porównywana z brzydkim kaczątkiem, które nigdy nie ma być piękne. Gemma próbuje się z nią zaprzyjaźnić, ale nie jest to takie łatwe. W szkole przede wszystkim dziewczęta chcą przyjaźnić się z charyzmatyczną, chociaż złośliwą Felicity i piękną, głupiutka Pippą. Chociaż obie mają przewidywane charaktery, to idealnie pasują do powieści.
Autorką jest Libba Bray. Muszę szczerze przyznać, że popisała się pięknym wyobrażeniem o tamtejszych czasach, jak również mistrzowską dokładnością. Ponad to, książka ma w zanadrzu kilka ciekawszych pomysłów, takich jak tajemniczy pożar we wschodnim skrzydle lub Matka Elena - Cyganka i wróżka. Nie brakuje w niej chwil pełnych napięcia, albo czułych momentów. To duży plus, ponieważ napisanie książki, która ma własne serce, jest trudne.
Historia Gemmy kształtuje się z czasem. Musi się nauczyć panować nad wizjami, a także odnaleźć tajemniczą Mary Down, która pozostawiła po sobie pamiętnik. Ma z tym wiele kłopotów, zwłaszcza, iż nie może nikomu się zwierzyć ze smutków. Szczytem wszystkiego jest zawsze obserwujący ją z ukrycia Kartik. Szczerze powiedziawszy, jest on chyba jedynym powiewem świeżości w jej monotonnym życiu... Tak, książka jest dobra, lecz nie mogłam się nią nasycić. Gemma robi praktycznie w kółko to samo. Oczywiście, nie można się temu dziwić, skoro ma narzucony harmonogram. Sądzę jednak, że pani Libba mogła spokojnie wpleść jakiś zaskakujący wątek w chwilach, gdy dziewczęta siedziały na lekcjach, albo piły Whisky po kryjomu. Brakło dynamiki.
Moje ogólna ocena mogłaby wynosić zaledwie 6/10, ale zaczęłam się głębiej zastanawiać. Mroczny sekret to zaledwie pierwsza część trylogii Magiczny Krąg. Nie jestem zdecydowana czytać kolejną część, lecz muszę przyznać, że książka ma "to coś". Pomijając monotonię, możemy przeczytać sobie całkiem ciekawą pozycję. Przede wszystkim to nie jest książka o wampirach, ani wilkołakach, ani tym bardziej aniołach. To jest właśnie kolejny fresh - autorka nie opiera się na mitologii, lecz magii wyobraźni, bądź, jakby to lepiej określić, iluzji. Ma nam do zaoferowania międzyświat, gdzie wszystko wydaje się być prawdziwe, gdy w to wierzymy. To dość filozoficzne, ale jakże niecodzienne podejście do sprawy. Właśnie dzięki temu, moja ostateczna ocena wynosi 7/10 i książkę mogę polecić osobom lubiącym książki młodzieżowe oraz powieści, tak jak wcześniej napisałam, z minionych epok z ładnymi, czytelnymi opisami. Czytelnikom szukającym wartkiej akcji, czy też kobietom szukającym romansów, raczej odmawiam. Oprócz pojedynczych wyskoków ku Cyganom, dziewczęta rzeczywiście są czyste jak owieczki. To również można uznać jako plus - zależy od gustu :-)

mi się podoba ta książka :)
OdpowiedzUsuń