czwartek, 22 maja 2014

Mroczny sekret

Po chwilowej przerwie w czytaniu powieści z działu "młodzieżowe", znów postanowiłam tam zajrzeć. Sięgnęłam po pierwszą lepszą książkę, jaka nasunęłam mi się w ręce. Kupiłam ja kilka lat temu w prezencie bliskiej osobie, ponieważ streszczenie na okładce zapowiadało całkiem przyjemną lekturę. Przede wszystkim lubię czasy, gdy kobiety nosiły gorsety i/lub żyły w minionych epokach. Mroczny sekret ma nam do zaoferowania właśnie epokę wiktoriańską. Akcja toczy się w zielonej Anglii, gdzie pogoda jest równie kapryśna jak dziewczęta uczące się w szkole Spence, gdzie również edukacje zaczyna główna bohaterka - Gemma Doyle. Została wychowana w Indiach, przy kochających rodzicach oraz dobrych opiekunach. Niestety, pech (a raczej złe moce) chciały, żeby matka Gemmy zostaje zamordowana.

Sam początek książki był dla mnie niejakim rozczarowaniem. Narracja jest całkiem znośna, lecz płytka, podobnie jak opisy. Są dokładne aczkolwiek pełne pastelowych kolorów i spojrzenia poprzez różowe okulary. Na szczęście fabuła toczy się dalej. Gdy panna Doyle dociera do Spence, otacza nas ponura, wilgotna atmosfera. Dziewczyna czuje się przygnębiona i zagubiona, a do tego nękają ją dziwaczne wizje. Nie wie skąd się one wzięły, ani tym bardziej czym są dziwaczne cienie, które ją śledzą. Sama szkoła, co ciekawe, nie jest uosobieniem najgorszego zła. Nawet dyrektora i nauczycielki łamią stereotypy - są wymagające, lecz potrafią w razie potrzeby pomóc uczennicą. To było miłe zaskoczenie zarówno dla bohaterki, jak i dla mnie, czytelnika. Gemma wśród wielu uczennic odnajduje dziewczynę, z którą mieszka w pokoju. Ann jest ponura, a jej uroda porównywana z brzydkim kaczątkiem, które nigdy nie ma być piękne. Gemma próbuje się z nią zaprzyjaźnić, ale nie jest to takie łatwe. W szkole przede wszystkim dziewczęta chcą przyjaźnić się z charyzmatyczną, chociaż złośliwą Felicity i piękną, głupiutka Pippą. Chociaż obie mają przewidywane charaktery, to idealnie pasują do powieści. 
Autorką jest Libba Bray. Muszę szczerze przyznać, że popisała się pięknym wyobrażeniem o tamtejszych czasach, jak również mistrzowską dokładnością. Ponad to, książka ma w zanadrzu kilka ciekawszych pomysłów, takich jak tajemniczy pożar we wschodnim skrzydle lub Matka Elena - Cyganka i wróżka. Nie brakuje w niej chwil pełnych napięcia, albo czułych momentów. To duży plus, ponieważ napisanie książki, która ma własne serce, jest trudne.
Historia Gemmy kształtuje się z czasem. Musi się nauczyć panować nad wizjami, a także odnaleźć tajemniczą Mary Down, która pozostawiła po sobie pamiętnik. Ma z tym wiele kłopotów, zwłaszcza, iż nie może nikomu się zwierzyć ze smutków. Szczytem wszystkiego jest zawsze obserwujący ją z ukrycia Kartik. Szczerze powiedziawszy, jest on chyba jedynym powiewem świeżości w jej monotonnym życiu... Tak, książka jest dobra, lecz nie mogłam się nią nasycić. Gemma robi praktycznie w kółko to samo. Oczywiście, nie można się temu dziwić, skoro ma narzucony harmonogram. Sądzę jednak, że pani Libba mogła spokojnie wpleść jakiś zaskakujący wątek w chwilach, gdy dziewczęta siedziały na lekcjach, albo piły Whisky po kryjomu. Brakło dynamiki.
Moje ogólna ocena mogłaby wynosić zaledwie 6/10, ale zaczęłam się głębiej zastanawiać. Mroczny sekret to zaledwie pierwsza część trylogii Magiczny Krąg. Nie jestem zdecydowana czytać kolejną część, lecz muszę przyznać, że książka ma "to coś". Pomijając monotonię, możemy przeczytać sobie całkiem ciekawą pozycję. Przede wszystkim to nie jest książka o wampirach, ani wilkołakach, ani tym bardziej aniołach. To jest właśnie kolejny fresh - autorka nie opiera się na mitologii, lecz magii wyobraźni, bądź, jakby to lepiej określić, iluzji. Ma nam do zaoferowania międzyświat, gdzie wszystko wydaje się być prawdziwe, gdy w to wierzymy. To dość filozoficzne, ale jakże niecodzienne podejście do sprawy. Właśnie dzięki temu, moja ostateczna ocena wynosi 7/10 i książkę mogę polecić osobom lubiącym książki młodzieżowe oraz powieści, tak jak wcześniej napisałam, z minionych epok z ładnymi, czytelnymi opisami. Czytelnikom szukającym wartkiej akcji, czy też kobietom szukającym romansów, raczej odmawiam. Oprócz pojedynczych wyskoków ku Cyganom, dziewczęta rzeczywiście są czyste jak owieczki. To również można uznać jako plus - zależy od gustu :-)

czwartek, 15 maja 2014

dedykacja

     Przeczytałam w swoim krótkim życiu naprawdę wiele książek i jako młoda dziewczyna, raczę się również romansami. Jest to nawet jeden z moich ulubionych gatunków, zwłaszcza jeśli dodatkowo ma zgrabną fabułę napakowaną smacznym poczuciem humoru. Dlatego często czytam amerykańskie książki, które łączą ze sobą imprezową naturę nastolatków z uderzającą rzeczywistością osób spotykających się po latach. Kolejną taką pozycją na mojej liście, stała się właśnie dedykacja autorstwa Emmy McLaughlin i Nicoli Kraus.
Książkę tę odnalazłam w starych zbiorach mojej mamy (która o istnieniu tej książki nie miała bladego pojęcia), a że miałam nic ciekawszego do czytania, postanowiłam się bardziej zgłębić w stosunkowo przeciętną z wyglądu książkę. Ale jak to mówią, nie oceniaj książki po okładce.
dedykacja podzielona jest na dwa wątki: czas dorastającej Katie oraz dorosłą Kate, która szuka dobrego sposobu na zemszczenie się na niesamowicie popularnym gwiazdorze, a zarazem jej pierwszej miłości. Cała ta zaistniała sytuacja jest dla niej bardzo żenująca, ponieważ piosenki, które tworzy Jake Sharpe, opowiadają o ich życiu intymnym. Co więcej, ten sam gwiazdor ukradł sobie papiery z nutami piosenek, które tworzył wraz z całym zespołem i zwiał do Los Angeles, porzucając praktycznie wszystko bez słowa. Oznacza to więc, że każdy w jego rodzinnym miasteczku jest na niego bardzo cięty... a on praktycznie nie zdając sobie z tego sprawy, przyjeżdża do rodzinnego Vermon w odszukaniu starych znajomych, łącznie z odnalezieniem "ukochanej" Katie, o której śpiewa pół świata, a która najchętniej wbiłaby mu nóż w gardło.
Muszę przyznać, że przy tej książce można się uśmiać. Jest pisana przewiewnym i prostym stylem, dzięki czemu zachowuje klimat zbuntowanej nastolatki, albo zagubionej w uczuciach dorosłej. Nie brakuje zabawnych opisów dzikich imprez, czy chociażby dorastania w czasach, które są obce dzisiejszej młodzieży - z brakiem komputerów i iPhon'ów. To czasy bardziej zbliżone naszym rodzicom, ponieważ dorosła Kate ma trzydzieści lat. Pomimo tego tamte czasy wydają się być ciekawsze, bardziej żywe.
Książka bardzo mnie wciągnęła, przeczytałam ją praktycznie w kilka dni. Katie poznajemy w szóstej klasie, gdzie odnajduje najlepszą przyjaciółkę Laurę. Te dwie dziewczyny spędzą ze sobą wiele zabawnych chwil i wybuchowych imprez. Obie zaznają miłości i zazdrości. To całkiem normalny etap - każdy był kiedyś nastolatkiem. To podoba mi się w tej książce; opowiada o zwyczajnym etapie życia w niezwykły sposób, bardzo zbliżony do odczuć młodych osób. Ma poczucie humoru, autorki nie boją się opisywać namiętnych odczuć bohaterów, ani marzeń o wielkiej, chociaż niestety niespełnionej miłości.
Co więc się stanie, gdy bohaterowie spotkają się ponownie po trzynastu latach? Czy Kate wreszcie uwolni się z widma przeszłości? To dobre pytania, na które można sobie odpowiedzieć tylko w jeden sposób - czytając książkę. Polecam ją gorąco dziewczynom oraz kobietom, szukającym czegoś zabawnego, a jednocześnie lekkiego do poczytania. Gwarantuję - na tej powieści nie da się nudzić.

Dedykacja