Pisałam już na temat Czerwieni Rubinu, iż książka jest dobra, ale bez przesady. Może zbytnio się pospieszyłam? Nie, to nie to. Drodzy Państwo, chodzi raczej o poziom Błękitu Szafiru oraz Zieleni Szmaragdu. Dowiedziałam się również, że na podstawie tej serii powstał film. Teraz pozwolę sobie na typowy "edit".
Przede wszystkim powtórzmy sobie fabułę: siedemnastoletnia Gwendolyn posiada gen, dzięki któremu może przenosić się w czasie. Towarzyszy jej przy tym Gideon de Villiers, między bohaterami coś iskrzy. Poza tym mamy fabułę zbudowaną na tajemnicach i sprawach, których często nie rozumie choćby sama bohaterka. Bohaterzy są całkiem fajni, autorka - Kerstin Gier - ładnie opisuje wieki poprzednie. Mamy nawet nutkę grozy przy Hrabim de Saint Germain. Książka całkiem zwyczajna, a jednak...
Po przeczytaniu kolejnej części (Błękitu Szafiru), muszę zmienić zdanie. Osobiście uważam to za bardzo rzadki przejaw, kiedy pierwsza książka jest po prostu do przetrwania, a druga wprowadza nas w piękną, delikatną, a jednocześnie wciągającą opowieść. Otóż dopiero tutaj rozkręca się akcja. Nasza młoda Gwen nie tylko poznaje Lucy i Paula, którzy przed jej narodzeniem uciekli z chronografem (przedmiotem, dzięki któremu można przenosić się w czasie na własne życzenie) ale także pozostałych przodków, za przykład weźmy lady Tilney. Staje przed kilkoma całkiem nowymi tajemnicami, a jednak kilka poprzednich wreszcie się wyjaśnia.
Muszę przyznać, iż byłam mile zaskoczona tą zmianą. Gwendolyn wreszcie przestaje być irytującą, nic nie wiedzącą dziewczyną, a bohaterką z pierwszego zdarzenia, która bierze sprawy w swoje ręce. Bohaterzy, których uważała za przyjaciół, okazują się być zagadkowo złośliwi i na odwrót. Zaczyna bardzo powoli rozumować niektóre rzeczy, co więcej, zaczyna spotkać się ze swoim dziadkiem. Okaże się on być prawdziwym kluczem do tej książki. Jest zupełnie jak Yoda, z Gwiezdnych Wojen. Będzie dla wnuczki człowiekiem, który zawsze jej wysłucha (a będzie miał czego, po kolejnych problemach miłosnych), człowiekiem, którego nie zdążyła dobrze poznać. To będą mile spędzone chwile, może się nawet łezka w oku pokręci. Na deser zostaje jeszcze Lucy wraz z Paulem, z którymi udaje się nawiązać kontakt. Zwłaszcza pod koniec drugiej części - Gideon spotyka Paula, dowiaduje się, że coś złego grozi Gwendolyn. Niestety problemy związane z ich "przyjaźnią" nie pozwolą mu tymczasowo na poważną rozmowę.
A co tak naprawdę jej grozi? Jaki ma to związek z Hrabią de Saint Germain i tajemnicą strzeżoną przez wszystkich Strażników?
Nie odpowiem na te pytania, ponieważ jestem dopiero w połowie ostatniej części. Mogę jedynie gwarantować masę dobrych zagadek oraz humoru, któremu Gwen nie brakuje. Książka jest napisana ze smacznymi żartami, siedząc na szkolnym korytarzu musiałam ukrywać śmiech w dłoni. Oprócz Charlotty, każdy bohater, tak jak wcześniej napisałam, jest godny uwagi. Ponad to zdarzają się nieoczekiwane zwroty, w większości prowadzące do środka fabuły, z którego (przynajmniej mi) jest bardzo ciężko się odciągnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz