Powieść "Grim" jest o Gargulcu, który właśnie się tak nazywa. Jest potężny, pamięta dawne czasy, kiedy Gargulce nie były tylko dla ozdoby rządu Ghrogonii - podziemnego miasta, gdzie żyją stworzenia, których ludzie widzieć nie powinni. Nasz bohater jest więc Gargulcem pogrążonym w zamyśleniu oraz niechęci do całego świata. Kiedy opisuje jak bardzo zmienił się jego świat, sami nabieramy pewnego respektu do Gima, który przeżył niejedno. Podoba mi się, że Gargulce są Gargulcami. Z wampirów wielu pisarzy zrobiło piękne istoty, owszem - może to być całkiem ciekawy punkt zwrotny, jednak na dłuższą metę zaczyna nudzić. Grim jest duży, ma kamienną skórę i wielkie skrzydła, a ręce zakończone szponami. W dodatku posiada donośny i dudniący głos. To daje nam postać fantastyczną, ale zarazem nie odstającą od realiów wyglądu. Oprócz tytułowego bohatera, mamy Mie, nastoletnią dziewczynę, która ciągle się buntuje. Razem zaczynają tworzyć całkiem zgrany, nieraz śmieszny duet. Zapomniałam jeszcze o jednej ważnej postaci: kobalcie Remim. To zabawny, miniaturowy człowieczek, który świeci na zielono i wszędzie lata za Grimem. Więc jeżeli chodzi o nabór bohaterów, jest całkiem spory. Mamy do wyboru także wróżki, wampiry, gnomy, duchy i wiele innych. Choćby wilkołaki. Te stworzenia pozostały w swojej naturze, autorka - Gesa Schwartz - nie zmuszała ich do zmiany charakterów. Wampir jest stary i pije krew, wilkołaki są dzikie i tak dalej.
Jeśli chodzi o fabułę, to ciężko się na początku połapać. Książka sama w sobie liczy około 600 stron. Nie rozumiem więc, czemu jest tak spięta... Niby wprowadzający początek jest czymś nudnym, lepiej rzucać od razu na głęboką wodę - z takim zdaniem już się spotkałam. Przy niektórych książkach, to całkiem spoko rada, ale nie przy Grimie. Odniosłam wrażenie, iż dla autorki te kilkaset stron to i tak za mało. Z jednej strony nie bardzo się dziwię. Wytłumaczenie działania całego świata, który przedstawia pani Gesa, mogło być trudnym zadaniem. Świat przedstawiony bowiem jest bardzo obszerny, bo jest to fantasy w czystej formie, a w dodatku autorka nie ma wielu lat doświadczenia, jak szanowany Tolkien. Z drugiej jednak strony można była to chociaż minimalnie uprościć. Czary, który rzucają bohaterowie są łatwe do zrozumienia, co nie znaczy, że wiemy skąd się one wzięły. Zostajemy rzuceni na pole walki między Grimem a demonem całkiem zieloni. Na całe szczęście na pomoc przychodzi nam niedoświadczona Mia, której także trzeba wszystko tłumaczyć. Także, jak przejdziemy przez początek to dojdziemy do słodkiego środka, gdzie akcja powoli się rozkręca. Moja rada jest jedna: jeżeli lubicie czytać kilka książek na raz, Grima przeczytajcie samego. Fabuła lubi mieszać, lubi zwroty. Ponieważ obecnie czytam trzy na raz, ciężko mi było ją przełknąć. Dopiero jak odłożyłam dwie pozostałe, poszło gładko.
Ogólny styl powieści jest przejrzysty. Książkę tłumaczyło dwóch tłumaczy: Ryszard Turczyn oraz Krzysztof Żak. Nie jestem pewna, czy to wina tłumacza (chociaż wątpię), ale w pierwszej części książki jest wiele powtarzających się wyrazów, zwłaszcza "prychnął/prychnęła". Więc prawdopodobnie autorka bardzo upodobała sobie to słowo. Poza tym, małym irytującym aspektem, wszystko było super.
Ogólne podsumowanie? Sądzę, że 8/10. Rzadko zdarza się tak czyste fantasy, tak fajni bohaterowie i tak fajny język. W pewnej części powieść staje się ciut za filozoficzna... Właśnie. Jak dla mnie, po prostu zabrakło "tego czegoś", co nadało by książce porywającego płomyczka. Cóż, może następne części będą lepsze? Jeżeli także będą kosztowały 50 zł (a zapewne tak), to nie wiem czy się zdecyduję. Poszukam w bibliotekach.
Jeśli jesteście wielkimi fanami fantasy, to z czystym sercem polecam. Innym jednak radzę się zastanowić :3

