Ta książka jest fantastyczna. To powinno już mówić samo za siebie - skoro zawsze się czegoś czepiam, a teraz wręcz brakuje mi słów. Jednak nie mogę zostawić recenzji przy jednym słowie, chociaż jest ono jak najbardziej trafne. W takim razie, postanowię zachęcić innych do lektury.
Na moim blogu ukazała się recenzja pierwszej części - "Gildii magów". Chciałam również opisać drugą, aczkolwiek tak szybko ją przeczytałam i niecierpliwie przeszłam do trzeciej, że nie zdążyłam. Postanowiłam więc streścić calutką trylogię od początku.
W miarę rozwijającej się fabuły, poznajemy wielu bohaterów, lecz narracja prowadzona jest z pięciu perspektyw (Sonei, jej przyjaciela Złodzieja, jej mentora, Administratora oraz Ambasadora Gildii). Niejako główną bohaterką nadal pozostaje nastoletnia Sonea, która odkrywa w sobie talent magiczny. Wszystko niby byłoby w porządku, gdyby nie była zwykłą dziewczyną ze slumsów, których Gildia nie bierze przecież pod uwagę. Dziewczyna jednak ma tak dużą moc, która ciągle rośnie, że nie można jej ignorować. Dlatego - po długiej i nieudanej ucieczce przed magami - trafia pod opiekę Mistrza Rothena, który pomógł jej przekonać się do podjęcia nauki na Uniwersytecie prowadzonym przez magów. Pierwsza część buduje więc świat przedstawiony i zapoznaje nas z najciekawszymi bohaterami, którzy zaczynają stawać na jej drodze.
Po raz pierwszy spotkałam się z tak prostą, a zarazem piękną książką. Chociaż jest to fantasy pełną gębą, powieść powinna zachwycić również czytelników, którzy nie bardzo związują swoje gusta z tym gatunkiem. Akcja trzyma w napięciu - ogromny plus, podobnie jak wspomniani wcześniej bohaterowie. Potwornie się z nimi zżyłam i wybrałam sobie trzech, których los szczególnie obserwowałam. Właśnie druga część skupiła się bardziej na ich relacjach. Coraz głębiej zwiedzamy Gildię, jej problemy, ograniczenia oraz zasady. Co ciekawe, pojawiają się również wątki romantyczne (niektóre naprawdę zadziwiające). Na szczęście, nie okazały się być piaskiem w oku, czyli zniknęły wtedy kiedy powinny, a jednocześnie rozwiązały kilka niejasności co do osoby Mistrza Dannyla chociażby.
"Nowicjuszka" kontynuuje oczywiście losy Sonei. Dziewczyna spotka się z wrogością ze strony wysoko urodzonych dzieci, które również uczęszczają na Uniwersytet. Jest przecież pierwszą biedotą, która dostała się do tak prestiżowej szkoły. Co za tym idzie - poznajemy nowych bohaterów lub wracamy do tych przedstawionych w poprzedniej części. Przyznam szczerze, że postać Wielkiego Mistrza jest doprawdy fascynująca. Z początku opisany jako zdemoralizowany mag uprawiający czarną magię, staje się nagle wybawicielem miasta (na przełomie 2-3 części). Również Sonea odegra w tym swoją rolę. Przechodząc więc już do "Wielkiego Mistrza" niewiele mam do zarzucenia, oprócz zakończenia. Te jest naprawdę tragiczne, chociaż zazwyczaj dobre książki kończą się w najmniej oczekiwany sposób. Albo też oczekiwany, lecz kiedy człowiek do tego dochodzi - po prostu niedowierza.
Cóż więc mogę więcej dodaj? Naprawdę trudno stworzyć recenzję dla powieści, którą tak bardzo się polubiło. Ja przeczytałam tę trylogię z wypiekami na twarzy i pewnie wrócę do niej jeszcze nie raz. W książce cenię sobie przede wszystkim bohaterów, dynamikę oraz narrację. Te powieści zaliczają każde z nich na piąteczkę z plusem. Zwłaszcza narracja, gdyż ma w sobie ten niewymuszony, przyjemny dla oka humorek, a jednocześnie trochę dramatu. Co prawda, pod koniec książki z trzech ulubieńców, pozostaje tylko jeden i mogłabym za to odebrać trochę punktów (pomimo tego, iż niewiele książek zmusza mnie do łez). Staram się oceniać książkę obiektywnie - chociaż dalej nie widzę wad kujących w oczy - i szarpnę się na ocenę 9+/10. Gdyby nie epilog trzeciej części, byłoby pełne dziesięć. Mnie osobiście zawiódł, trochę zmieszał... Pewnie następnym razem chętniej skupię się na dwóch poprzednich tomach, przez które tak bardzo pokochałam tę książkę.
YoriOryginalny tytuł : The Black Magician Trilogy.
Autorka : Trudi Canavan
Wydawnictwo : Galeria Książki
Ilość stron : zależnie od tomu; 600-700
Gatunek : fantasy