Zdania na temat polskich fantastyków są podzielone. Jako tako, nie miałam okazji czytać dzieł polskich pisarzy, ponieważ za owy gatunek wzięłam się całkiem niedawno. Przyszedł więc w końcu ten wspaniały moment, kiedy stojąc w jednej z ulubionych księgarni, sięgnęłam do polskiej pułki. Trafiło na Achaję, bo czytałam kilka pochlebnych komentarzy. Ale czy rzeczywiście tak bardzo mnie urzekła?
Cóż począć, kiedy człowiek traci rachubę czasu czytając do późnej nocy, bądź spóźnia się do szkoły, bo chciał przeczytać "jeszcze jedną stronę" przed wyjściem? Dla mnie wielkim przełomem był Eragon. Drugą część czytałam długo, ale z końcowymi 150 kartkami uwinęłam się w jedno popołudnie. Moja wyobraźnia dała mi jasno do zrozumienia, że chce więcej. Co mogłam zrobić? Po prostu poszłam do sklepu i bach! kupiłam następną powieść. Tym razem autorem jest Andrzej Ziemiański, a na okładce gości uzbrojona, wyglądająca na bardzo waleczną, bohaterka. Ale książek nie kupuje się przez ładną okładkę. Dlatego po skończeniu kolejnej części Gone, zabrałam się za Achaję.
Czasy są nie znane, ale przybliżone do średniowiecza. Tytułowa bohaterka jest młodą dziewczyną, bardzo inteligentną i wyszkoloną. Ponieważ jej matka wcześnie zmarła, ojciec pozostał bez męskiego potomka. Zmieniło się to po jego drugim zamążpójściu. Poślubił zaledwie kilkunastoletnią Asiję. Jak można się było spodziewać, macocha zazdrościła urody oraz statusu Achai, więc... uknuła przeciwko niej spisek. Biedna dziewczyna musiała udać się do wojska, gdzie przeżyła niezłe katusze, a to dopiero sam początek! Kolejnym bohaterem jest chłopak Sirius. Wychowany na statku (bez nauki jakiejkolwiek etyki) ma dobre serce, ale zabija z zimną krwią. W pewnym momencie jego samotnej tułaczki, przyłącza się do niego stary skryba świątynny Zaan. Od tamtej pory pracują na swój rozgłos, stając się prawdziwymi mistrzami kradzieży. Kolejnym bohaterem jest czarownik Mederith. Objawia mu się sam Bóg i nakazuje wedrzeć się do Zakonu, co wydaje się wręcz niewykonalne, albo też porównywalne z samobójstwem.
Fabuła jest naprawdę rozbudowana, co widać po przednim akapicie. Trudno się temu dziwić. A jednak, pomimo takiej rozpusty w słowach, książkę czyta się całkiem przyjemnie. Autor zaimponował mi swoim talentem do pisania ze starym akcentem. Chociaż Achaja wyraża się dla nas całkiem zrozumiale (bo przecież jest szlachcianką, ściślej "księżniczką"), to Sirius mówi jak typowy chłop (pomijając zadziwiający fakt, iż potrafi mówić praktycznie każdym akcentem). Może w lekturze fantasy nie jest to nic dziwnego, ale często się zdarza, że takie autorskie wymysły są po prostu sztuczne. Jednak dla Andrzeja Ziemiańskiego wydawało być zabawne i całkiem naturalne.
Oprócz rozbudowanej fabuły (co widać po grubej książce) oraz niezwykłym, chociaż trochę groteskowym stylem autora, możemy sobie popatrzeć na ciekawe ilustracje. To chyba pierwsza książka w której je znalazłam. Mogłabym powiedzieć, że są wręcz urzekające. Na oklaski zasługuje więc Dominik Boniek, które je zilustrował. Przechodząc do samej książki, chciałam wygłosić małą ocenę. Powieść jest na swój sposób trudna. To coś a'la Gra o Tron, ale taka bardziej polska. Intrygi, przemoc i wojna jest na porządku dziennym. Narrator opisuje to z zimną krwią, chociaż odnajduje się również w roli obserwatora tych radosnych i delikatniejszych (może też humorystycznych) scen. Właśnie - tutaj narracja chyba spodobała mi się najbardziej. Była taka... po prostu żywa. Same postaci raczej trudno polubić. Są ludźmi i to widać. Tak jak Eragon w trakcie swojego treningu stał się Smoczym Jeźdźcem, tak Achaja jest jedynie kobietą.
Moja ocena to 4/5. Dałabym całą piątkę, gdybym była zwolenniczką tak ciężkiej lektury. Rozumiem, że sama się pchałam z budami na czyjeś pole, ale to była tylko taka mała próbka. W każdym bądź razie książkę mogę polecić KAŻDEMU. Nie ważne czy nastolatkowi, czy dorosłemu. Warto ją przeczytać. A ślę ją szczególnie wszystkim, którzy nie wierzą w polską literaturę.
/Yori.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz