poniedziałek, 1 lutego 2016

Kapłanka w bieli

Powiedzmy sobie szczerze, że Trudi Canavan zyskała nie lada popularność i jej książki są niezbędnym elementem na półkach poświęconych fantasy. Moim skromnym zdaniem zapracowała sobie na ten sukces, chociaż nie przeczyłam jeszcze wszystkich książek. Ale udało się przeczytać kolejną pozycję. Nie mniej ciekawą niż "Gildia magów", ale czy zrobiła na mnie tak samo duże wrażenie?


"Kapłanka w bieli" to czyste fantasy, z której strony by nie popatrzeć. Nasza główna bohaterka jest tytułową kapłanką. Jako Biała - jedna z pięciu wybranych przez bogów - niesie pokój oraz wiarę. Aby nikt nie pomyślał, że to książka o fanatykach, którzy bezsensownie powierzają swoje życie wszechmocnym istotom - bogowie naprawdę istnieją i mamy zaszczyt ich poznać wraz z Aurayą, gdy już zasiada w kręgu wybranych. Jednakże całą istotą książki jest nadchodząca wojna. Otóż z południa nadchodzą tajemniczy, ubrani w czerń czarodzieje. Wszystko byłoby znacznie prostsze i mniej problematyczne, gdyby nie byli tacy potężni, ani... wierzyli w innych bogów.
    Jednak to nie jedyny kłopot Aurai. Została wychowana w małej miejscowości, gdzie uczył ją tkacz snów - poganin, który nie może liczyć na spokojne odejście duszy po śmierci. Leiard jest szczególnie bliski sercu najmłodszej Białej. Dzięki niemu dziewczyna może dopiąć swego i nauczyć kapłanów lepszego uleczania, gdyż są w tej praktyce o wiele słabsi od tkaczy snów. Nie jest jednak przekonana, czy narazi lud swojego przyjaciela na takie niepowodzenia.
   Oczywiście nie tylko na tym skupia się autorka. Poznajemy inną rasę stworzoną przez boginię Huan. Są nią latający Si, stworzenia podobne do ludzi, ale znacznie niżsi i potrafiący latać. Jednym z zadań Aurai jest zawiązanie z nimi pokoju oraz kontraktu. W zamian za pomoc w wojnie, Biali pomogą im wyzbyć się nieprzyjaciół wyganiających ich z rodzinnych lasów. Pytanie tylko, czy wrażliwi i nadzwyczaj delikatni Si się na to zgodzą?
     W "Kapłance" spotkałam dobrze mi znany styl Trudi Canavan. Autorka od razu rzuca nas w wir fabuły, chociaż ten początek wydawał się dość trudny. Dowiadujemy się wiele rzeczy na raz, ale akcja zwalnia, wprowadzając nas w nowo wykreowany świat. Zanim się oglądnęłam, stała się naprawdę interesująca. Poznajemy ten świat z oczu kilku bohaterów, bo oprócz Aurai, Leiarda oraz jednego z młodych Si, w tej przygodzie towarzyszy nam doradca Danjin Spear, a także pewna dzika czarownica, która usilnie próbuje uciekać przed kapłanami Białych.
Okładka książki Kapłanka w bieli   Jestem zachwycona tą lekturą i tego nie ukrywam (tradycyjnie). Poszłam już kupić drugą książkę, ciekawa dalszych przygód. Chociaż wojna się skończyła, a do starcia dochodzi już pod koniec książki, to nasi bohaterowie muszą żyć dalej i pogodzić się z pewnymi następstwami ich zachowań. Bardzo lubię sposób, w jaki autorka ich przedstawia. Czy to w "Kapłance" czy "Czarnym magu". Każdy z nich jest zbudowany jak realistyczna istota, mająca swój kręgosłup moralny, ale także popełniająca ludzkie błędny. Nie są wyidealizowanym tworem. Odgrywają role, które niekoniecznie zawsze ich cieszą i szczycą. Ich zachowania są zatem bliżej nam zrozumialsze, popychają fabułę w przód. Miłość, zdrada lub jej poczucie, chęć władzy, czy też zwyczajnej wiedzy. W tej książce można się spotkać z wieloma z nich.
   Nieczęsto to robię, bo nie ocenia się książki po okładce, ale ta jest naprawdę śliczna. Kobieta w białym kapturze z maszerującą u dołu armią (jej cieniem). Z tego co zauważyłam, kolejne części przedstawiają innych bohaterów, a armia na trzeciej części się spotyka. Doprawdy, jedna z najładniejszych okładek, jakie mam na półce.
   Mimo wszystko, uważam to za gorsze dzieło od trylogii "Czarnego maga". Trudno jest mi uzasadnić i jest to czysto subiektywne. Książka wydała mi się zwyczajnie płaska. Owszem, historia jest dość oryginalna, ciekawa, doskonale przemyślana i jeszcze lepiej przelana na papier. Ale czy nie odniosłam jakiegoś deja vu? Czułam się trochę jakbym czytała "Zdrajcę". Wojna, lud dobry i z pozoru zły, jakby nieznośna główna bohaterka, wszystko to otoczone magią (na szczęście różniącą się od tej opisanej w poprzednio opisanych trylogiach).
   Cóż, nie mogłam do końca zżyć się z bohaterami, nie odnalazłam wśród nich żadnego, którego bardzo bym polubiła (tak, pomimo tego, co wyżej napisałam). Wojna była zwyczajnym taktycznym opisem, a Auraya raz lub dwa, wydała się niedorzecznie irytującą osobą. Szkoda, że tak wiele opierało się właśnie na niej. Patrząc na to z tej perspektywy, chyba właśnie ona zepsuła mi wiele z lektury. Na szczęście mam do zarzucenia wyłącznie to, i jak wspomniałam, w najbliższym czasie zabiorę się koniecznie za drugą część. Wprawdzie nie wiem kiedy, bo przede mną "Lalka" oraz następna powieść Murakami'ego. Ale postaram się, żeby jej opis także znalazł się na blogu. W końcu to już dwa lata, od kiedy hobbystycznie piszę recenzję. Oby tak dalej.


Tytuł oryginału : Priestess of the White. Age of the Five: Book One
Trylogia : Era pięciorga
Autorka : Trudi Canavan
Wydawnictwo : Galeria Książki
Przekład : Piotr W. Cholewa
Ilość stron : 679