czwartek, 23 października 2014

Hrabina. Tragiczna historia Elżbiety Batory.

     Jestem wielką miłośniczką książek historycznych, zwłaszcza, gdy opisują losy ludzi, którzy faktycznie żyli. Mój pociąg historią zaczął się już w gimnazjum, gdy z wielką uwagą słuchałam o losach polskich władców, a mitologię często stosuję jako fundamenty moich własnych, hobbystycznych opowieści. Nic więc dziwnego, że po "Hrabinę" sięgnęłam bardzo chętnie. Tylko kim naprawdę jest ta kobieta, którą owiano pełnymi krwią mitami?


Okładka książki Hrabina. Tragiczna historia Elżbiety Batory    Na początku chciałabym przybliżyć nieco postać samej Elżbiety. To wysoko urodzona węgierska szlachcianka (na co wskazuje samo nazwisko). Miała dwie siostry oraz brata, ona sama wyszła za mąż bardzo wcześnie za równie wysoko urodzonego Ferenca Nádasdym'ego. Jednak nie stałaby się sława i nie została okrzyknięta "krwawą hrabiną", gdyby nie zbrodnie, które popełniła. Chociaż prawdy nie możemy potwierdzić w stu procentach, to przyznaje jej się mordowanie młodych dziewcząt, kąpanie się w ich dziewiczej krwi oraz liczne romanse z kochankami obu płci. Czy rzeczywiście była osobą z zapędami masochistycznymi, czy to był jedynie spisek wymyślony przez sprytnych polityków, którzy zacierali dłonie na jej bogate posiadłości usiane po całych Węgrzech?
    Autorką książki "Hrabina. Tragiczna historia Elzębity Batory" jest Rebecca Johns. Przyznam szczerze, że dawno nie czytałam tak zgrabnie napisanej książki. Chociaż większość przeżyć samej hrabiny (narracja pierwszoosobowa, pamiętnikowa) była fikcją, to autorka rozpisała ją jako kobietę niezwykle inteligentną, chociaż czytelnik może z łatwością stwierdzić, jak bardzo była zaślepiona własną wyższością oraz brakiem poczucia jakiegokolwiek sumienia. Co dziwne, powieść nie opiera fabuły na mrocznej stronie Elżbiety - jej zbrodnie traktuje raczej jako tło. To na swój sposób mnie zawiodło. Wprawdzie nie spodziewałam się litrowego rozlewu krwi wraz ze szczegółowymi opisami zgonów, jednak liczyłam na coś więcej. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że takich scen zabrało... ale coś mi zazgrzytało. Główna bohaterka jest tak żywa, jakby Johns rzeczywiście ją poznała - pełne, piękne opisy i przedstawienie jej zalet jak i wad. Potrafiła pochwalić ją za piękne oczy oraz zdolności, którymi hrabina nie grzeszyła, jednocześnie wyjawiając jej słabości: jakąś nutkę arogancji tak bardzo charakterystyczną oraz przypisywaną szlachcie, czy nawet pewien rodzaj naiwności. Chociaż nie same opisy Elżbiety są godne pochwały. Świat przedstawiony, a więc XV i XVI wieczne Węgry były nie mniej dokładnie opisane niż bohaterka. Soczyste pola, górujące nad krajem Karpaty, czy nawet pełne ubogich chłopów wioski. Autorce były znane również daty historyczne, które potrafiła niezwykle zgrabnie połączyć z fabułą.
     Jeżeli miałabym powiedzieć jeszcze coś o samej Elżbiecie, musiałabym najpierw głęboko się zastanowić, a później wszcząć gorącą dyskusję. Była niezwykle zdolna i inteligentna o czym wspomina nie tyle książka, co większość źródeł historycznych. Doskonale znała dzieła wielkich uczonych, również Kopernika. Posługiwała się łaciną, węgierskim, niemieckim, w dodatku sprawdzała się jako jedna z najgościnniejszych szlachcianek w całym państwie, a na jej bale zjeżdżała niemalże cała szlachta. Książka rozpisuje te barwne bale oraz niezwykłą niezłomność i upartość tej tajemniczej kobiety. Jedyne czego nie potrafiłam lub też nie chciałam zrozumieć, to jej znęcanie się nad służącymi. To właśnie całe centrum jej mrocznej strony. Karała je sowicie, często własną ręką. Robiła to umiejętnie, żeby mogły wrócić do pracy, lecz... częściej, wraz z upływem lat, zdarzały się przypadki śmiertelne (znikające w pobliskich lasach bez pochówku). To właśnie zwróciło uwagę licznych świadków, którzy stanęli przeciwko niej, na czele z jednym z jej kochanków - palatynem Turzo. Strasznie spodobało mi się przedstawienie samej hrabiny: nie potrafiła zrozumieć co było złego w ukaraniu rozpustnych, głupich złodziejek, które obnosiły się przed jej nosem, że spały z jej mężem. Z drugiej strony swoje ulubiennice bardzo chętnie nagradzała, często kosztownymi skarbami.

    Książka zasłużyła na ocenę równą 6,5/10. Może to przez moje nastawienie spadła ta ocena? Może tak strasznie zirytowała mnie postać Turzo, iż nie potrafiłam wybaczyć autorce (Bogu winnej), że tak postąpiła z Elżbietą? Chociaż była to kobieta zawistna, może w pewien sposób chora psychicznie, bo nie rozumiejąca co to znaczy "zabić człowieka", to stała się dla mnie w pewien sposób autorytetem. Wychodzi na to, że kobieca inteligencja chodzi w parze z szaleństwem (wystarczy chociażby spojrzeć na lubioną przeze mnie postać Cesarzowej Orchidei) i pewnie nie raz w historii jeszcze jakaś kobieta się znajdzie. Jest mi żal hrabiny, choć jednocześnie doskonale zdaję sobie sprawę, iż zasłużyła na los więźniarki w zamurowanym pokoju, gdzie spędziła ostatnie lata życia.
/Yori

Tytuł oryginału: "The Countess"
Autorka: Rebecca Johns
Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 430
Gatunek: historyczne, dramat