Na moim blogu pojawiła się już książka o podobnej tematyce (W Japonii, czyli domu) - Japonia. Podobnie jak w poprzedniej biografii, osobą opisującą swoje mrożące krew w żyłach początki w Kraju Kwitnącej Wiśni, jest obcokrajowiec - gajinka. Jednak jest pewna różnica, pani Joanna wybrała się do Japonii, niewiele o niej wiedząc. Cały proces poznawania tego jakże dziwacznego kraju, próbuje streścić właśnie w tej książce. Jest to więc dzieło godne pozazdroszczenia, które dobitnie przybliża nam kulturę przyjaciół z drugiego końca świata.
Książka składa się z kilku rozdziałów, każde jest poświęcone innej dziedzinie, np. sąsiedztwo jest dokładnym opisem pierwszych przeżyć autorki w nowym, japońskim domku oraz sąsiadów. Osobiście najbardziej polubiłam rozdział imperium smaku, czyli opisanie kuchni Japończyków. Jako nałogowy łakomczuch, a także dzielny tester nieznanych jeszcze potraw, często zazdrościłam, że w Polsce nie można (co jest całkiem zrozumiałe) dostać smażonych ośmiorniczek, bułeczek z nadzieniem ze słodkiej fasoli, czy też najróżniejszych sushi, ryb lub typowo japońskich zup. Podzielenie książki tematycznie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ wyłożenie wszystkiego na raz, nieuporządkowanego, byłoby dość gubiące. Co więcej, autorka nie cofa się przed naprawdę dosłownymi, szczerymi opisami. Nie było dla Niej żadnym problemem opisanie masowej kultury naszych "otaku", czyli ludzi interesujących się anime i mangą - w Japonii, czyli pierwotnie, wygląda to całkiem inaczej. Podobnie jest z hotelami miłości, o których wcześniej nawet nie słyszałam, albo o prawdziwym wyglądnie Tokio, nieprzestudiowanym przez żadne media. To tylko góra betonu, zaludniona jak nigdzie indziej. Z drugiej strony, autorka potrafiła ukazać te piękniejsze części, bądź dostrzec wyraźne plusy mieszkania w tym nieposiadającym horyzontów mieście. W porównaniu z W Japonii, czyli domu mamy bardziej "dzisiejsze" spojrzenie. W tamtej książce czytaliśmy opisy gospodyni z wielowiekowej rodziny, a w tej mamy kobietę pracującą, która idealnie wyważa zalety i wady - to ogromny i przyjemny plus, który nie zniechęca nas do dziwacznej dla wielu gajinów kultury. Spodobał mi się również styl pisania Joanny Bator. Jest całkiem prosty, ale ma w sobie przyjemną, niepowtarzalną nutkę i zwyczajne, ale głębokie opisy. To sprawia, że lektura jest jak najbardziej przyjemna i jak najlepiej strawna. Zwłaszcza, że opisywać jest co!Wracając do tematów, znajdzie się tam coś dla wszystkich: subkultury, lolity, jedzenie, domy (włącznie z problematycznymi sedesami), kultura, gejsze, kąpiele i wiele, wiele innych. Ale oprócz kolorowej treści, mamy również zdjęcia. To była dla mnie prawdziwa, słodka uczta - zobaczyć Japonię oczami Polki. Jest ich całkiem sporo i często obrazują opisywane w tekście rzeczy/ludzi/zjawiska. Chyba najbardziej rozbawiły mnie japońskie znaki oraz ludzie z tabliczkami z napisem "Free Hugs". Nie, nie jestem tym zaskoczona. Japonią interesuję się od dwóch lat, w tym ostatni spędziłam nad zapoznawaniem się z kulturą. W masie artykułów, ciekawostek, czy nawet innych książek, nie znalazłam tak miłych opisów, które przybliżyły mnie do mojego zamiłowania od nowa, każąc spojrzeć na ukochany kraj z innej perspektywy.
Polecam tą książkę w s z y s t k i m zainteresowanym, ponieważ może to być przyjemne doświadczenie. Zwłaszcza, jeśli rzeczywiście jesteśmy fanami Japonii.